Sunday, December 29, 2013

12hrs in Berlin / little guide



Hussein Chalayan x Puma backpack / Memorial to the Murdered Jews of Europe /
 Postdamer Platz / Friedrichstraße


It was only second time I were in Berlin, but I'm totally sure that it can be my place (and actually I hope so because of my love to german and susages). I knew where I would to go, because since my last visit I collecting random adresses. Even so just before trip I made big review (in polish, english and german) and I couldn't find any much recommendations. This is one of the reasons I decided to prepare my little Berlin guide. There is where you can go, if you have some hours to spend in the center of Berlin.

First: the thing, that you totally have to buy is daily ticket. It costs 6.70, is valid for every S- and U-bahn and you can buy it from the vending machine at the (every?) station. 

Charlottenburg-Wilmersdorf
We started our trip from Zoologischer Garten Bhf station and went to the Kaiser-Wilhelm-Gedächtniskirche (at Breitscheidplatz). I don't like visiting churches, but this one is really cool. And actually it's on the way to some shops, so why not? Then, after some meters, you'll get to the Kurfürstendamm street. You can find there lots of shops, but in my opinion the most interesting of them are &other stories (Kurfürstendamm 234), Urban Outfitters (Kurfürstendamm 19) and COS (Kurfürstendamm 217).

Tiergarten
Then you can go to see Postdamer Platz - my absolutely obsession favourite place. Next to it there are Sony Center (looks beautiful outside) and a piece of the Berlin Wall. You can also go to the Salvador Dali's Museum (Leipziger Platz 7) - we weren't there because of a little time, but next time it's my must. Going straight on the Ebertstraße, you'll get to the Memorial to the Murdered Jews of Europe, then to Brandenburg gate, and then, going this street, to Reichstag (Platz der Republik 1).

Mitte
When you go through Brandenburg gate, you'll be on Unten den Linden street, and after some meters there'll be crossing with Friedrichstraße. Here you must to decide, if you're going to left or right - we went to right. There are lots of shops, inter alia COS again (Friedrichstraße 86), some h&ms and Quartier 206 (Friedrichstraße 71). Going this way you'll get to the Checkpoint Charlie (former entrance to the American sector). Next to it we ate pizza in Sotto Sopra (Friedrichstraße209), but if you want to eat something more regional, you can go to the Checkpoint Curry 207 (Friedrichstraße 207) or buy a pretzel. Also near (about 100m?) from Checkpoint Charlie there is small but funny Currywurst Museum (Schützenstraße 70).
If you want to see also the second part of Friedrichstraße, you can go there with an U-bahn (U6, violet line, to the Friedrichstraße station). Next to the underground station there is Weekday (Friedrichstraße140) - absolutely the best shop from all where I've been this or previous time. Going down this street you can find also Lush (Friedrichstraße 96) and Gina Tricot (Friedrichstraße 94a) - I don't know what more, because we haven't got enough time to check it. If you decide to go up the street, you get to Spree.
From Friedrichstraße station you can go to the Alexanderplatz station. There you can see Fernsehturn (TV tower) and - what a suprise - Alexanderplatz. When you go Alexanderstraße and then Memhardstraße, you'll finally get to the Münzstraße and Neue Schönhauser Straße. There you can find American Apparel (Münzstraße 19), Monki (Münzstraße 20), Acne Studio (Münzstraße 23), Weekday (Neue Schönhauser Straße 17-18) and COS (Neue Schönhauser Straße 20) again and Made in Berlin (Neue Schönhauser Straße 21a) - the vintage store.

There are of course much more places, where it's good to go when you're in Berlin - this is only a little part of them including the "must see things" and some shopping places. But to be honest - 12 hours is really too little to see this amazing town. Anyway, I hope that it helps you during your trip (or makes you want to go there).



/Byłam w Berlinie dopiero po raz drugi, ale czuję, że naprawdę mogłabym tam zamieszkać (właściwie taką mam nadzieję, między innymi ze względu na miłość do niemieckiego i kiełbasy). Właściwie wiedziałam dokładnie gdzie chcę iść już dużo wcześniej, ale mimo tego tuż przed wyjazdem zrobiłam naprawdę duży przegląd (po polsku, angielsku i niemiecku) i  nie znalazłam znalazłam niewiele rekomendacji. Między innymi też dlatego zdecydowałam się zrobić swój mini przewodnik z miejscami, które warto odwiedzić jeśli ma się kilka godzin w centrum Berlina.

Przede wszystkim najważniejszą rzeczą w Berlinie (chyba, że uwielbia się chodzić) jest bilet dobowy. Kosztuje 6.70€, obejmuje wszystkie linie S- i U-bahnów i można go kupić w automacie na (prawie?) każdej stacji metra. Nie polecam jeżdżenia bez biletów, bo kary są naprawdę wysokie.

Charlottenburg-Wilmersdorf
Zaczęliśmy zwiedzanie ze stacji Zoologischer Garten Bhf i pierwszym miejscem, do którego poszliśmy był Kaiser-Wilhelm-Gedächtniskirche (na Breitscheidplatz). Nie lubię chodzić po kościołach, ale ten jest naprawdę super, poza tym jest po drodze do kilku sklepów, więc czemu nie? Tuż obok jest Kurfürstendamm. Jest tam naprawdę mnóstwo sklepów, najciekawsze moim zdaniem to &other stories (Kurfürstendamm 234), Urban Outfitters (Kurfürstendamm 19) i COS (Kurfürstendamm 217).

Tiergarten
Później warto zobaczyć Postdamer Platz - moją obsesję moje ulubione miejsce. Niedaleko niego jest Sony Center (wygląda pięknie z zewnątrz, wewnątrz nie byłam) i kawałek muru berlińskiego. W okolicy jest też muzeum Salvadora Dalego (Leipziger Platz 7) - nie zdążyliśmy co prawda tym razem tam wejść, ale następnym razem na pewno nie odpuszczę. Idąc prosto Ebertstraße dojdziecie do Pomnika Pomordowanych Żydów Europy, później do bramy brandenburskiej, aż ostatecznie do Reichstagu (Platz der Republik 1).

Mitte
Po prześciu przez bramę brandenburską będziecie na Unten den Linden, którą po kilkuset metrach przecina Friedrichstraße. Tu musicie zdecydować czy idziecie w prawo czy w lewo - my poszliśmy w prawo. Znajdziecie tam mnóstwo sklepów, między innymi znowu COS (Friedrichstraße 86), kilka h&mów i Quartier 206 (Friedrichstraße 71). Idąc tą drogą dojdziecie do Checkpoint Charlie (dawne wejście do sektora amerykańskiego). Tuż przy nim jedliśmy naprawdę smaczną pizzę w Sotto Sopra (Friedrichstraße209), ale jeśli wolicie coś bardziej regionalnego możecie kupić wursta w Checkpoint Curry 207 (Friedrichstraße 207) albo precla. Niedaleko jest też małe ale warte zobaczenia Currywurst Museum (Schützenstraße 70).
Jeśli chcecie zobaczyć też drugą część Friedrichstraße możecie tam podjechać metrem (U6, fioletowa linia, do stacji Friedrichstraße).Tuż przy wyjściu z podziemia jest Weekday (Friedrichstraße140) - absolutnie najlepszy sklep ze wszystkich w których byłam tym i poprzednim razem. Idąc w dół ulicy znajdziecie też Lush (Friedrichstraße 96) and Gina Tricot (Friedrichstraße 94a) - nie wiem co jeszcze, bo nie mieliśmy wystarczająco czasu, żeby przejść całą. Jeśli pójdziecie w górę, dojdziecie do Szprewy.
Ze stacji Friedrichstraße możecie dojechać na stację Alexanderplatz. Tam zobaczycie Fernsehturn (wieżę telewizyjną) i - co za niespodzianka - Alexanderplatz. Jeśli pójdziecie Alexanderstraße, a później Memhardstraße, dojdziecie w końcu do Münzstraße i Neue Schönhauser Straße. Warto tam zajść do American Apparel (Münzstraße 19), Monki (Münzstraße 20), Acne Studio (Münzstraße 23), Weekdaya (Neue Schönhauser Straße 17-18), COS (Neue Schönhauser Straße 20) i Made in Berlin (Neue Schönhauser Straße 21a) - sklepu vintage.

Oczywiście w Berlinie jest o wiele więcej miejsc, które warto zobaczyć - to tylko mała część z nich, zawierająca "rzeczy obowiązkowo do zobaczenia" i kilka sklepów. Ale bądźmy szczerzy, 12 godzin to zdecydowanie za mało żeby naprawdę zwiedzić to miasto. Tak czy siak, mam nadzieję, że ten przewodnik choć trochę wam się przyda, albo przynajmniej zachęci was do wyjazdu.

Saturday, December 7, 2013

Ziaja





Body lotion, shower soap and hand&nail cream from Goat's milk line. You can find them here on in some shops like hold, Auchan, Billa, Bipa, Dayli, DM, Interspar, Kaufland, Metro, Mercator, Rossmann or Tesco/Mleczko do ciała, kremowe mydło i krem do rąk i paznokci z serii kozie mleko. Adresy sklepów znajdziecie tu


Really, I'm trying to do some outfits posts, but the weather is against me. I'm thinking about organize my room in the way that allow me to take photos in home, but I'm not sure if it's possible.
When it comes about Ziaja, it's a polish (woooow, what a suprise!) producer who makes cosmetics for face, body and hair care. I love goat's milk series especially because of it's creamy smell which - I think - suited well to my parfumes. The skin is really soft and well hydrated after using them, and when it comes about hand&nail cream and body lotion they're perfect to use them in the morning because of quick absorbed. And look at those package!
Anyway: this weekend in Warsaw you've got two occasion to buy clothes from many of polish designers in one place - Hush Warsaw and Mustache: yard sale. Check them if you're in Warsaw!

/Naprawdę, staram się zrobić jakieś posty ubraniowe (szukałam słowa nie będącego "outfitem" ani "stylizacją", bo się nie stylizuję) ale ostatnio pogoda jest przeciwko mnie. Zastanawiam się, czy uda mi się zrobić coś, żebym mogła robić zdjęcia w pokoju, ale nie jestem pewna, czy to jest w ogóle możliwe.
Co do Ziaji - polska (woooow, co za niesamowite zaskoczenie!) marka, zajmująca się produkcją kosmetyków do twarzy, ciała i włosów. Uwielbiam serię kozie mleko przede wszystkim ze względu na jej kremowy zapach, który - wg mnie - idealnie komponuje się z perfumami, których używam. Po użyciu skóra jest naprawdę miękka i dobrze nawilżona a mleczko i krem bardzo szybko się wchłaniają. Zresztą daleko szukać zalet, spójrzcie na te piękne opakowania! To jeden z tych niewielu przypadków, gdy jakość jest odwrotnie proporcjonalna do ceny, która w przypadku Ziaji jest naprawdę bardzo niska (cena, żeby nie było wątpliwości).


Swoją drogą: w ten weekend w Warszawie odbywają się targi Hush Warsaw i Mustache: yard sale. Hush zaczął się już dziś, wejście na niego jest płatne 10zł i moim zdaniem, jeśli nie chcecie zobaczyć/kupić ubrań konkretnie któregoś z będących tam projektantów, to nie ma sensu tam jechać. Co do Mustache, to będzie na nim o wiele więcej projektantów, więc jest też większa szansa na znalezienie czegoś dla siebie. Z rzeczy trochę bardziej mnie interesujących jutro rusza projekt Uniwersytet Mustache, w ramach którego będzie można wziąć udział w trzech panelach: "Czemu moda to nie sztuka?" (o 12:00), "Kondycja edukacji modowej w Polsce. Szkoła i co dalej?" (o 14:00) i "Czy warto inwestować w polską modę?" (o 16:00). Ich uczestnikami będą naprawdę ciekawi goście - Stowarzyszenie Powojenny Modernizm, Ania Kuczyńska, Aleksandra Jatczak (ASP), Ania Żurawska i Olga Nieścier (Viamoda), Natalia Maczek (MISBEHAVE), Kuba Doberacki (IdeaBank) oraz Michał Olszewski (SpeedUp Group), dlatego jeśli ktoś ma chwilę, to wydaje mi się, że warto się przejechać.

Monday, December 2, 2013

H&M Home


candle: h&m home


Since yesterday, we've got the first H&M Home store in Poland. Actually it isn't something exciting, but I think about one thing: why now? In the end of August this year it was 114 H&M stores in Poland (so we were 6th in Europe), I think that now this number is about 120. It's really interesting, why The H&M Group (so also COS) decided to do it. It might means, that there is a potential in Poland, what is also connected with poles' style and what makes me really happy. Because if this is the reason, it means, that we started to take little bit more care about quality (of course I'm talking about COS or H&M Trend). And maybe started to appreciate the power of good base? So now I'm/we're waiting for the rest of The H&m Group like Weekday, Cheap Monday and &other stories.

ps. Have you maybe got some recommendations about where should I go in Berlin?


/Od wczoraj mamy oficjalnie pierwszy H&M Home w Polsce (w CH Klif, w Warszawie). W zasadzie to nic ekscytującego, ale zastanawiam się: dlaczego właśnie teraz? Pod koniec sierpnia tego roku w Polsce było 114 H&M'ów (co oznacza, że byliśmy na 6. miejscu w Europie), teraz pewnie jest ich koło 120. Właściwie to naprawdę ciekawe dlaczego Grupa H&M (w której jest też m.in. COS) zdecydowała się to zrobić. Może to oznaczać, że w Polsce jest potencjał, co jest też powiązane w pewien sposób ze stylem polaków i co bardzo by mnie cieszyło. Bo jeśli to właśnie to jest powodem, może to świadczyć o tym, że zaczęliśmy trochę bardziej zwracać uwagę na jakość (mówię oczywiście o COSie i H&M Trend). A może w końcu uświadomiliśmy sobie znaczenie dobrej bazy? No nic, czekam/czekamy teraz na resztę Grupy H&M - Weekday, Cheap Monday i &other stories.

ps. Czy znacie może jakieś warte polecenia miejsca w Berlinie?


Tuesday, November 26, 2013

Filip Pągowski x UEG





Filip Pągowski x UEG

At first: sorry for this quality, I took those photos with a phone.

WHAT: Filip Pągowski's works exhibition
WHERE, WHEN: Mysia3, Warsaw, Poland, 21.11-27.11.13

ABOUT:  UEG is polish brand, established by Ania Kuczyńska (who leave the project in 2005) and Michał Łojewski (who now creates and run it). The name comes from italian "Usa e Getta" and in english means "Use and Throw Away". It's actually not an accident, because UEG's clothes are mainly made of Tyvek - the material looks like paper, which is biodegradable after some years - and also from really nice cotton (trust me, I touched it and it was hard to stop). This is a brand with visible concept and it has also its own manifesto (to see on their site under the tag "manifesto").
Filip Pągowski is "internationaly renown artist and graphic designer from Warsaw and NYC. Designed "Play" logo for Comme des Garcons fashion brand with whom he's been collaborating for the past 14 years, also known for projects with such brands as Li Ning, Milk X, Levi's Asia and work published in The New Yorker Magazine, as well as in The New York Times and Le Monde Newspapers."

The exhibition is accompanied the collaboration between UEG and Filip Pągowski, which effects you can check (and buy) here or stationary in the UEG flag store in Warsaw at Mysia3 or in Cracow at IDEA FIX.


/Na początku strasznie was przepraszam za traginczną jakość zdjęć, robiłam je telefonem a nie chciałam rezygnować z tego wpisu.

CO: Wystawa prac Filipa Pągowskiego
GDZIE, KIEDY: Mysia3, Warszawa, 21.11-27.11.13
O: UEG to polska marka, stworzona przez Anię Kuczyńską (odeszła z projektu w 2005) i Michała Łojewskiego (który teraz sam go prowadzi). Nazwa to skrót od włoskiego "Usa e Getta" co oznacza "Użyj i Wyrzuć". Nie jest zresztą przypadkowa, bo ubrania UEG zrobione są głównie z Tyveku - materiału, który wygląda jak papier i jest biodegradowalny - i z bardzo przyjemnej bawełny (poważnie, dotykałam jej ostatnio dzisiaj i zawsze strasznie mnie rozczula). To marka z jasno określonym celem, posiadająca nawet własny manifest (do przeczytania na ich stronie w zakładce "manifesto").
Filip Pągowski jest znanym na świecie artystą, który ukończył warszawską ASP i przez lata mieszkał i tworzył w Nowym Jorku. Od 14 lat współpracuje z Comme des Garcons, dla których zaprojektował m. in. logo linii "Play". Pracował też dla Li Ning, Milk X, Levi's Asia, a jego prace publikowane były w magazynie The New Yorker oraz The New York Times i Le Monde.

Wystawa towarzyszy kolaboracji UEG i Filipa Pągowskiego, której efekty możecie zobaczyć (i kupić) tu lub stacjonarnie w Warszawie na Mysiej3 i Krakowie w IDEA FIX.

Saturday, November 16, 2013

Leather midi skirt


skirt: thrifted (allegro), knit: zara, leggins: h&m, shoes: ASOS (old, similar), lips: Inglot Lipstick 278 + Inglot Lipstick with Freedom System 91
/ph. my lovely friend Wiktoria Warda

You know, I'll tell you something what will suprise you - I'm a bloger. You didn't expect it, did you? Here, on this blog, I show you a huge part myslef. You know how I look, what is my style of writing, which perfumes and lipstick I use, that my english is a tragedy, actually, you see my world (not whole, but big part of it). Our image is what the people see at the beginning, before we say something. Sharing it in the internet, where it can be valuing, needs really not just confidence, but also awareness of yourself and your style.  
Through showing you myslef I'm looking foward contact with you (not in the meaning "I'm looking for new friends" of course). It has no point when I publish even more posts and haven't got any reaction from you. I know that I might be boring, might look horrible in your eyes, but I want to know it, really. Because I want to know if making it, spending hours on preparing posts have any point. This blog without you haven't got it.

/Wiecie co, powiem wam coś nieprawdopodobnie zaskakującego - jestem blogerką. Niesamowite, nie? Tu, na tym blogu, pokazuję wam naprawdę dużą część siebie. Wiecie jak wyglądam, jaki mam styl pisania, jakich używam perfum i szminek, jeśli czytacie angielską część, to że mój angielski jest bardzo mocno średni, właściwie widzicie bardzo olbrzymi fragment mojego życia. Wizerunek jest tym, co ludzie widzą jako pierwsze, jeszcze nim cokolwiek powiemy. I pokazywanie go w internecie, gdzie jest w zasadzie na pewno wystawiony na ocenę, wymaga nie tylko jakiejś pewności siebie, ale też świadomości swojego stylu.
Poprzez pokazywanie wam siebie, szukam jakiegoś kontaktu z wami. I poważnie, to nie bardzo ma sens jeśli publikuję coraz więcej postów a z waszej strony nie ma żadnej reakcji. Wiem, mogę być nudna, pisać niezrozumiale, źle się waszym zdaniem ubierać (bo blog nie jest o mojej urodzie, więc krytyki jej w ogóle nie biorę pod uwagę), spotkałam się też z opinią, że tekst jest po prostu nieczytelny (jest już lepiej?), ale chciałabym znać waszą opinię. Bo chciałabym wiedzieć, czy robienie tego, przeznaczanie kilku godzin na stworzenie wpisu ma w ogóle jakiś sens. A tworzenie tego bloga bez waszej obecności nie ma w moich oczach go nie ma.

Monday, November 11, 2013

Oversized coat


coat: thrifted, tube: SiS, sunglasses: United Colors of Benetton, bag, leggins, gloves: h&m, shoes: ASOS (old, similar), lips: Inglot Lipstick 278 + Inglot Lipstick with Freedom System 91
/ph. my lovely friend Wiktoria Warda


I should say "sorry" because of this so long break, but actually I say it every time I do a new post. I hope that you can understand it, I really haven't got time for take some photos, because when I end my lessons there is too dark and increasing the weather sucks and it's raining or something, but ok, the biggest problem is in me.
Some weeks ago I was on FashionPhilosophy Fashion Week Poland, but let me not write more about this event. I've got really cool job which I really liked and I hope, that I'll have the opportunity to do the same thing next season. I saw the shows which I wanted to (so Joanna Startek, Natasha Pavluchenko, Michał Szulc, Nenukko, MMC Studio, Jivika Biervliet and Wojtek Haratyk) and most of the collections on the hanger, met some awesome and really nice people (usually photographers, but also journalists and designers), but what is in my opinion the biggest profit, I made my own point of view at polish fashion (and "fashion") milieu. And I confirmed my opinion that watching shows is not as good as touching and seeing the collection on the rack, but it's really interesting how good show can make a thing looking much better.
White clothes are lying in the another shelf and waiting for spring and higher temperature. I think, that black is not as bold as white, but it makes it more interesting when it comes about textures and thanks it gives more ways to wear it. The only problem is, that since spring I bought only white clothes, so now I have big deficiencies in basic things in black, like for example black t-shirt or comfortable shoes (these on the photo are not so bad, but compared to my white Reebok...)

/Powinnam znów napisać, że przepraszam że tak długo nic nie publikowałam, ale serio, piszę to zawsze, gdy tylko wstawiam nowy post. Mam nadzieję, że to zrozumiecie, naprawdę nie mam kiedy robić jakichś zdjęć, bo kiedy kończę lekcje jest już ciemno i zwykle pogoda jest beznadziejna. Choć dobra, największym problemem tak naprawdę jest tu moja samodyscyplina. Jasne, mogę pisać bez zdjęć, ale wiem, że treść z obrazkiem, nawet jednym, jest raczej przyjemniejsza.
Jakiś czas temu (uf, zdążyłam nim minął miesiąc) byłam na FashionPhilosophy Fashion Week Poland, ale nie chciałabym się na jego temat wypowiadać, bo 1. w zasadzie wszystko zostało już powiedziane (możecie poczytać u Tobiasza tu i tu, to moim zdaniem najrzetelniejsze recenzje, i przy okazji jeszcze tu, choć to trochę dołujący tekst) i 2. nie pojechałam tam po to, żeby cokolwiek relacjonować (zresztą mogłabym mówić głównie o showroomie, bo spędziłam w nim w zasadzie cały czas siedząc w Strefie Projektanta, a tam - mówiąc szczerze - ciekawych rzeczy było bardzo niewiele, zarówno jeśli chodzi o ludzi jak i projektantów sprzedających swoje kolekcje). Niemniej, to co robiłam było naprawdę fajnym zajęciem i mam nadzieję, że w następnym sezonie będę miała możliwość robić to samo. Widziałam pokazy, na których mi zależało (tj. Joannę Startek, Natashę Pavluchenko, Michała Szulca, Nenukko, MMC Studio, Jivikę Biervliet i Wojtka Haratyka), większość kolekcji na wieszaku w Strefie Projektanta właśnie, poznałam świetnych ludzi (głównie fotografów, ale też dziennikarzy i projektantów), ale największym zyskiem moim zdaniem była możliwość wyrobienia sobie własnego zdania o modowym (i "modowym") polskim światku (jasne, mogłam sobie tą opinię wyrobić wcześniej, ale to nie to samo co zestawienie ze sobą wizerunku wykreowanego w internecie z zachowaniem na żywo). Potwierdziłam też swoje zdanie, że oglądanie pokazów nie jest tak ciekawe jak możliwość dotknięcia ubrań i obejrzenia ich z bliska na wieszaku. Co nie zmienia faktu, że to jak bardzo dobra choreografia i muzyka mogą wpłynąć na odbiór ubrania jest naprawdę interesującym zjawiskiem (tak, to były pierwsze pokazy, które widziałam na żywo).
Czerń nie wydaje mi się być tak odważna jak biel, ale dzięki temu daje większe pole do popisu jeśli chodzi o tekstury i kombinacje ubrań. Jednym problemem jest to, że od wiosny kupowałam tylko białe rzeczy i przez to mam braki w czarnej bazie do tego stopnia, że nie mam nawet zwykłego t-shirtu i wygodniejszych butów - ok, te są w miarę w porządku, ale w porównaniu do białych Reeboków... 
  
 // W czwartek i piątek (14 i 15.11) w Warszawie odbywać się będzie 2. ogólnopolska konferencja naukowa organizowana przez Zespół Badań Mody i Dizajnu działający w Instytucie Kultury Polskiej na UW. Temat to ""Bądźmy realistami, żądajmy niemożliwego". Utopie i fantazje w modzie i dizajnie." Jeden z wykładów - o Barbarze Hoff - poprowadzi Dominika Łukoszek prowadząca bloga Modologia i naprawdę strasznie chciałam go usłyszeć (tak jak wykład inauguracyjny), ale niestety... Jestem zwolenniczką organizowania takich wydarzeń w weekendy, a nie w ciągu tygodnia, zwłaszcza, że tematy są naprawdę ciekawe. Zresztą wykładów o modzie jest raczej niewiele (poprawcie mnie, jeśli się mylę), dlatego każda zmarnowana okazja boli mnie podwójnie. Niemniej jednak wykłady na inne interesujące mnie tematy są osiągalne, więc mam zamiar się na nie wybrać. Dokładny program znajdziecie tu. Ah, i oczywiście w czwartek odbędzie się premiera kolekcji Isabel Marant dla h&m, jeśli ktoś jeszcze nie widział lookbooka to zachęcam. Kolekcja jest bardzo w stylu Isabel, niestety, zupełnie nie w moim (nic zaskakującego), chociaż ten sweter wygląda dość przyjemnie, więc może na jakiejś wyprzedaży...


I gdyby może ktoś chciał coś ode mnie kupić to zapraszam tu. Zdecydowałam się jednak sprzedać sukienkę Ani Kuczyńskiej sprzed kilku postów, choć to obraz mojej osobistej porażki, już dawno nie zdarzyło mi się zrobić nieprzemyślanych zakupów... 
 

Tuesday, October 15, 2013

Orange "bitch" lips

 








































Inglot Lipstick 278 + Inglot Lipstick with Freedom System 91

If you have seen Rag&Bone Spring 2014 RTW show or DKNY Spring 2014 RTW show, you should already know, what's going on. If not, I think you really should to do this just after read this post right now. It's going on about orange lips, which Revlon global artistic director Gucci Westman decided to do at Rag&Bone show (I read here, that this was the first time Rag&Bone decided to makeup lips at their show, but to be honest - I don't know, so I must to trust them). She said about them: "Red is too pretty, pink is too sweet. The orange is really hip. It says, 'I'm so tough, I'm such a bitch.'" what is for me kind of true. And actually, I felt in love with orange lips about two years ago, but then I can't find perfect orange tone. This year, thanks to this new Freedom System series in Inglot, it finally became possible (no, it's not a sponsored post). It's because this orange lipstick was too dark for me and I had a problems with maintaining its orange tone. And Freedom System in yellow lipstick extends durability of orange one and also yellow makes the colour brighter and more neon. Actually, Gucci Westman used Revlon ColorBurst Matte Balm in Mischievous and Super Lustrous Lipstick in Carnival, but both will be avaliable since January 2014, so I think now you can understand, why I bought something in Inglot again (but what can I do, if they always have what I'm looking for?).
Since Thursday, I begin my volunteering at FashionPhilosophy Fashion Week Poland in Łódź. I'll help in Press Room, and to be honest, I'm really exciting about that (now I still don't know what I'm going to do there, but I'm excited anyway). I'm little bit strange if it comes about fashion shows, because I hate to watch them, even if clothes are good and choreography interesting. I just think it's boring, that's why I always watch only the photos (and actually I think it's better, because it doesn't take so much time and I can look at the
silhouette as long as I want). I chose this section because I think, that it'll be much more interesting than for example Demonstration Room. But if not, next season I'll try to help at Backstage or somewhere else. And I also think, that helping at events like that is much better than just being a member of them, because you can see, how it all looks like from the inside - this is it, what interested me in fashion.
/Jeśli widzieliście pokaz RTW Rag&Bone na wiosnę 2014 albo pokaz RTW DKNY, też na wiosnę 2014, powinniście wiedzieć, o co chodzi. Jeśli nie, to zróbcie to koniecznie zaraz po przeczytaniu tego posta teraz. Chodzi o pomarańczowe usta, które Gucci Westman, dyrektor artystyczna Revlonu, zdecydowała się zrobić na pokazie Rag&Bone (przeczytałam tutaj, że to był w ogóle pierwszy raz, kiedy Rag&Bone zdecydowało się podkreślić usta - szczerze mówiąc nie wiem, ale ufam, że mają rację). Westman powiedziała o nich: "Red is too pretty, pink is too sweet. The orange is really hip. It says, 'I'm so tough, I'm such a bitch.'", i właściwie ma rację. Pomarańczowe usta zwróciły moją uwagę już około dwóch lat temu (czyli mniej więcej wtedy, kiedy do topshopu w Polsce wprowadzono kosmetyki), ale nie mogłam do tej pory znaleźć idealnego odcienia (ten z topshopu szybko bladł na moich ustach, zresztą ten sam problem miałam z innymi pomarańczami). W końcu, w tym roku, dzięki nowej serii Inglota z Systemem Freedom (nie, to nie jest sponsorowany post, ale szczerze mówiąc nie miałabym nic przeciwko) się udało. Sama pomarańczowa szminka była dla mnie za ciemna, poza tym szybko traciła swój pomarańczowy odcień na moich ustach i generalnie po prostu to nie było to. Żółta szminka zawiera ten nowy System, który przedłuża żywotność koloru (tak przynajmniej powiedziała mi ekspedientka) a przy okazji żółty trochę rozjaśnia i dodaje neonowego odcienia. Gucci Westman użyła szminek Revlon ColorBurst Matte Balm w kolorze Mischievous i Super Lustrous Lipstick w kolorze Carnival, ale obie będą dostępne w sprzedaży dopiero od stycznia 2014, więc to trochę tłumaczy kolejne zakupy w Inglocie (zresztą co mam zrobić, jeśli oni zawsze mają to, czego szukam?).
W czwartek zaczynam wolontariat na FashionPhilosophy Fashion Week Poland  w Łodzi, w sekcji Press Room. I szczerze mówiąc, mimo, że wciąż nie wiem co dokładnie będę tam robić, nie mogę się doczekać. Jestem trochę dziwna jeśli chodzi o pokazy, bo nienawidzę ich oglądać, nawet jeśli ubrania są przepiękne a choreografia ciekawa. Po prostu uważam, że jest to nudne i dlatego zawsze oglądam tylko zdjęcia (co zresztą jest moim zdaniem olbrzymią oszczędnością czasu, a poza tym mogę oglądać sylwetkę tak długo jak chcę). Wybrałam tą sekcję właśnie dlatego, że uważam, że będzie dużo ciekawsza niż na przykład Sala Pokazowa (choćby właśnie ze względu na to, że nie lubię oglądać pokazów na żywo). Jeśli okaże się, że nie miałam racji - w następnym sezonie spróbuję Backstage, czy też jakiejś innej sekcji. Uważam, że pomoc w organizacji takich wydarzeń jest o wiele bardziej interesująca niż samo uczestnictwo w nich, bo daje możliwość zobaczenia, jak to wszystko wygląda od środka - i to jest to, co w modzie interesuje mnie najbardziej.

Sunday, October 13, 2013

Leather-look purse


If you need a form click here


- 25cm x 17cm piece of (faux)leather
- 14 or 15cm long zip
- scissors
- sewing machine

1. Cut the shape from the material you chose, using the form, which is in the link just below the photos (or do the form yourself, as you want)
2. Sew a zip (as on the third photo by the left side). Do it at the visible side to be sure, that it's straight.
3. Sew together longer edges, and then sew it with shorter edge (as on the third photo by the left side). Do it at the unvisible side.
4. Tip it over to the other side.

/- kawałek (sztucznej)skóry 25cm x 17cm
- 14 lub 15cm suwak
- nożyczki
- maszyna do szycia (moja to Silver Crest SNM 33 B1 z Lidla i jest najlepsza na świecie, zresztą o Silver Crestach możecie poczytać tu lub tu. Lidl co jakiś czas ma różne maszyny w ofercie, więc jeśli ktoś szuka to warto śledzić gazetkę, bo cena i jakość są świetne)

1. Wytnij kształt z materiału, który wybrałeś/aś, używając formy, która znajduje się w linku tuż pod zdjęciami (lub zrób formę sam/a, jak wolisz)
2. Wszyj zamek (jak na trzecim zdjęciu po lewej stronie). Rób to na prawej stronie materiału żeby mieć pewność, że jest równo.
3. Zszyj dłuższe boki, a następnie zszyj je z krótszym (jak na trzecim zdjęciu po prawej stronie). Rób to na lewej stronie materiału.
4. Przewróć na drugą stronę.

Thursday, October 3, 2013

The beauty of classical music


I recommend: Fryderyk Chopin, Wolfgang Amadeus Mozart, Johann Sebastian Bach, Aram Chaczaturian


To be honest, I don’t really like listen to music. Or maybe otherwise: I don’t like listen to words. I hear many of them every day and sometimes I’ve had enough. Classical music is something like dyke. Usually without any words, but says lots of things. It isn’t any better soundtrack. More space and freedom gives only a silence. 

 /Szczerze, nie bardzo lubię słuchać muzyki. Albo może inaczej: słów. Słyszę ich dziennie wystarczająco dużo, czasem tyle, że mam zwyczajnie dosyć. Muzyka klasyczna jest taką tamą. Zwykle bez słów, ale mówi naprawdę dużo. Nie ma lepszego soundtracka. Więcej wolności i przestrzeni daje chyba tylko cisza. 

Saturday, September 7, 2013

Ania Kuczyńska's Orchid Dress


dress: Ania Kuczyńska

You know, I'm glad that I have it. Apparently Ania Kuczyńska is the one of polish fashion designers, which people can love or hate. She got her own style and for me all her collections looks really similar - I don't think, that it's something wrong. It's her conception and it's actually quite interesting. When it comes to my attitude to her fashion - I'm between. On the one hand I respect her consequence and I like her clothes' minimalistic forms, on the other hand - I don't think, that they're amazing or complex (if it comes to forms, the ideas are more extensive). But she's surely important for polish fashion.
This dress comes from collection Gold Dust Woman and I've read, that this collection is dedicated to Stevie Nicks (http://www.youtube.com/watch?v=Pp-dO8fN4_k). What is also characteristic for Ania Kuczyńska, is that her inspirations are not clear to see in clothes - there are just nuances, small details in form or material. And that's really awesome. In this dress I really like edges of neckline and sleeves - it's really interesting, little bit futuristic and looks like astronaut's costume. That's why I've got my own interpretation of this collection's name - maybe it's about universe and this gold dust is a metaphor of stars? Maybe that's why those edges looks so, the forms are baggy... But it's only my idea.
You can see the whole collection here. And also, if you're going to be in Warsaw until 9th September, there is September Sale in Ania Kuczyńska's boutique at Mokotowska 61 Street. And from 11th to 15th September in Museum of Modern Art, also in Warsaw, there'll be Cloudmine pop up shop (here is this event on facebook). There'll be much more polish designers - personally, I'm waiting to finally see Marios's clothes. If you have chance - check it!
/Wiecie co, cieszę się że kupiłam tą sukienkę. Podobno Ania Kuczyńska jest jednym z projektantów, których albo się kocha, albo nienawidzi. Ma swój własny styl, ale wszystkie jej kolekcje są według mnie takie same - nie uważam oczywiście, że to źle. To jej koncepcja i w zasadzie jest ona dość interesująca. Jeśli chodzi o moje podejście do mody tworzonej przez Anię Kuczyńską, to jestem pomiędzy. Z jednej strony szanuję jej konsekwencję i podobają mi się minimalistyczne formy jej ubrań, z drugiej - nie uważam, że są niesamowite albo bardzo skomplikowane (jeśli chodzi o samą formę, bo ideowo są jak najbardziej rozbudowane). Bez wątpienia jest jednak bardzo ważną postacią w polskiej modzie.
Ta sukienka pochodzi z kolekcji Gold Dust Woman. Przeczytałam u Zaczyńskiego, że dedykowana jest ona Stevie Nicks (http://www.youtube.com/watch?v=Pp-dO8fN4_k). Właśnie, jest jeszcze jedna charakterystyczna rzecz dotycząca Ani Kuczyńskiej - jej inspiracje zazwyczaj nie są oczywiste. To naprawdę fantastyczne, takie widoczne na pierwszy rzut oka inspiracje są moim zdaniem dość tandetne (to trochę jak w sztuce, fajnie jest móc się wysilić). W tej sukience moim zdaniem najciekawsze są wykończenia dekoltu i rękawów - trochę futurystyczne i przypominające strój astronauty. Zresztą ze względu na te skojarzenia, mam własną interpretację nazwy tej kolekcji ("gold dust" = "złoty pył") - może nawiązanie jest właśnie do kosmosu, a złoty pył jest metaforą gwiazd? To miałoby sens, zwłaszcza patrząc na te wykończenia (w kilku innych rzeczach z kolekcji się powtarzają) albo luźne fasony. Ale to tylko domysły, mogłam się dopuścić nadinterpretacji i zresztą pewnie to zrobiłam.
Całą kolekcję znajdziecie tu. Jeśli będziecie do 9 września w Warszawie, to warto przejść się do butiku Ani Kuczyńskiej na Mokotowskiej 61, bo trwa tam September Sale. A od 11 do 15 września w Muzeum Sztuki Nowoczesnej na Pańskiej (też w Warszawie) odbędzie się Cloudmine pop up shop (link do wydarzenia na facebooku) - oprócz Ani Kuczyńskiej będzie tam też wielu innych polskich projektantów. Osobiście najbardziej nie mogę się doczekać zobaczenia w końcu ubrań Marios, bo nigdzie w internecie nie mogę znaleźć ich sklepu, a zdjęcia lookbookowe to jednak nie to samo.

Thursday, September 5, 2013

Blue lips


lips: Inglot lipstick 290



As some of you maybe already saw on Instagram, about two weeks ago I cut my hair (and they're too long right now, really). Apparently a woman, who cut her hair, will change her life soon - let me check it!
I'm so sorry, that I didn't update my blog last weeks. It'll be little bit difficult with a posts this year, because my brother, who usually took me photos, is going to the high school now and there is sometimes too late to go and make something for the blog. And I want to improve quality of the photos, so I don't want to do they without having enought time.
/Jak może część z was widziała na Instagramie, około dwóch tygodni temu obcięłam włosy (które swoją drogą są już trochę za długie, ale no nic). Podobno kobieta, która obcięła włosy wkrótce zmieni swoje życie - nie wiem, zobaczymy. 
Przepraszam, że ostatnio nic nie publikuję. W ogóle w tym roku będzie to trochę trudne, bo ja jestem w klasie maturalnej a mój brat, który zwykle robi mi zdjęcia, poszedł właśnie do szkoły średniej i zazwyczaj kończy lekcje dużo później niż ja i czasami jest już po prostu za późno i za ciemno, żeby zrobić cokolwiek na bloga. Poza tym chciałabym też poprawić jakość zdjęć (po dzisiejszym niestety tego nie widać...), więc nie chcę ich robić mając za mało czasu. Ale póki mam jeszcze trochę spokoju postaram się przygotować coś z góry, żeby posty pojawiały się w miarę regularnie, a od stycznia wszystko powinno zacząć funkcjonować już całkowicie po staremu (czyli takim trybem, jakim publikowałam w wakacje).

Sunday, August 25, 2013

Buying






.
.

Today only in polish, sorry.
/Są pewne nowe trendy w życiu codziennym, które społeczeństwo przyjmuje chętniej niż inne. Bluzy z nadrukami, sklepy "vintage" (bo do vintage im sporo brakuje), burgery, frytki belgijskie, t-shirty od młodych polskich projektantów z różnymi napisami - to wszystko było unikatowe do czasu podchwycenia pomysłu przez konkurencyjne firmy. Z jednej strony to zrozumiałe, każdy chciałby mieć w swojej ofercie coś, co się sprzedaje, z drugiej - czy nie lepiej byłoby wymyślić coś swojego i to wypromować? Pewnie sporą rolę odgrywa tu lenistwo i skłonność do eksploatacji jakiejś idei tak bardzo, jak tylko się da. To trochę jak z rolnictwem odłogowym - sprzedawcy starają się zgromadzić jak największy zysk, a potem wyjałowiony pomysł leży odłogiem i czeka, aż po raz kolejny ktoś na niego wpadnie.
Boom na sklepy "vintage" już się co prawda skończył (to znaczy: nie wyrastają jak grzyby po deszczu), ale to nie oznacza, że te, które podczas niego powstały zniknęły. W dodatku, wciąż cieszą się sporym zainteresowaniem. Można w nich znaleźć prawdziwe perełki albo rzeczy za bezcen, ale zdecydowana większość towaru to po prostu rzeczy wyszperane w ciuchlandzie, tylko kilka razy droższe. Być może koniec procesu powstawania niezliczonej ilości sklepów "vintage" nastąpił ze względu na pojawienie się konkurencji - sprzedawców indywidualnych. Na allegro są od dawna, ale wiecie, jak wiele grup typu "Sprzedam/Wymienię" jest na facebooku? Podobnie dużo jest tam stron z ubraniami na sprzedaż.
Wydaje mi się, że sprzedawanie ubrań jest w pewnym sensie kolejnym trendem, z tą różnicą, że podchwytywanie go przez coraz więcej osób jest zjawiskiem pozytywnym. Wyrzucanie niezniszczonych ubrań, których już się nie nosi jest bez sensu. W zasadzie można je oddać rodzinie, ale wydaje mi się, że jest pewien wiek, w którym ma się już własny styl, niekoniecznie taki sam jak starsza siostra, czyli te rzeczy i tak by leżały. A sprzedawanie, czy choćby wymienianie się, daje im drugie życie, przy okazji pozwalając byłemu właścicielowi na zdobycie czegoś, co będzie nosił. To moim zdaniem o wiele lepsze rozwiązanie, niż wyrzucanie, to jakby element obiegu ubrania - wtedy potwierdzałaby się teza, że nic w przyrodzie nie ginie. Leżąca na dnie szafy rzecz zdecydowanie jej przeczy. Teraz pomyślałam, że gdyby ten system "wskrzeszania" ubrań zaczął funkcjonować tak, że stałby się naturalną częścią procesu konsumpcji, to może poprawiłaby się jakość ubrań? Na pewno wzrosłaby wtedy też ich cena, ale z drugiej strony można by wtedy było zainwestować w jedną rzecz, skoro drugą kupiłoby się od kogoś taniej. Ale to raczej mało prawdopodobne, bo byłaby to śmierć dla przemysłu odzieżowego.
Ten wpis nie jest przypadkowy i nie chciałabym udawać, że jest inaczej. Oczywiście wszystko co napisałam to właśnie to, co myślę, bo sama kupuję bardzo dużo od innych ludzi lub w ciuchlandach (naprawdę, prawie nie chodzę do sklepów). I sama sprzedaję swoje ubrania - to właśnie motor tego tekstu, bo dziś zaczęłam wyprzedaż, a bardzo zależy mi na pozbyciu się jak największej ilości rzeczy, bo jest ich więcej niż tych, które noszę i strasznie mnie to przytłacza. Jeśli bylibyście zainteresowani - wszystko, co sprzedaję znajdziecie tu. Zapraszam też do dyskusji na temat pierwszej części tekstu - może macie jakieś swoje przemyślenia na ten temat?

Thursday, August 22, 2013

Shiro by Masaki


Shiro by Masaki Matsushima (for sure in Sephora/do kupienia w Sephorze lub tutaj)

To be honest, I found this smell thanks to it's case-bottle. It stood on the lowest shelf and really, I wouldn't found it if it looks other, because it was really hidden. Because I liked how it looks I decice to check the smell... and I died. For real. It was excatly what I was looking for. This perfume's "top notes are cotton flower and cyclamen; middle notes are rose and iris and base notes are spruce and white musk". For me, they smells really fresh and little bit like a soap or clean laundry. And actually from Japanese, the word "Shiro" means pure and white - I think, that it was little bit fate, that I found them.
You know, I wonder: why don't you comment anything? I always look foward your opinions, really. If you don't want to say something publicly you can write an email to me (the addres is on the right side). Don't be shy!
/Szczerze mówiąc, nie znalazłabym tych perfum gdyby nie ich flakon. Stały na najniższej półce i naprawdę, gdyby wyglądały inaczej nie miałabym szansy ich znaleźć, tak bardzo były ukryte (stały w samym rogu za taką wielką etykietą, nie wiem kto je tam postawił ale gratuluję pomysłu, wydawało mi się, że jak produkt jest dostępny tylko gdzieś to powinni go bardziej eksponować...). Powąchałam je... i umarłam. Naprawdę. To było dokładnie to, czego szukałam. Nuta głowy tych perfum to cyklamen i bawełna, nuta serca: irys i róża, a bazą jest świerk i piżmo. Moim zdaniem pachną świeżo i trochę jak mydło lub czyste pranie (a przynajmniej z takim właśnie zapachem kojarzy mi się pranie). A swoją drogą, to "shiro" to japońskie określenie bieli - czyżby przeznaczenie?
Jeszcze tylko jedno. Zastanawia mnie, dlaczego nie komentujecie? Zawsze bardzo czekam na wasze opinie i trochę dziwi mnie, że przy takiej oglądalności mam tylko 19 komentarzy ogółem (z czego z 1/3 to moje odpowiedzi...). Jeśli nie chcecie czegoś mówić publicznie możecie na przykład napisać do mnie maila (adres jest po prawej stronie). Naprawdę aż tak tu nudno, że nie ma czego komentować?

Sunday, August 11, 2013

BABA backpack

backpack: BABA, sweatshirt, shorts: thrifted, shoes: New Look/asos (here, but you can also found them for example on ebay)

There is some awesome story connected with this backpack. One day I found BABA bags on facebook and I really liked one of her projects, but it wasn't a backpack and it was black, so it wasn't what I was looking for. But I fancied the form and decided to write to BABA's designer - Klementyna Margolis - if she would make white backpack based on this project for me. How suprised I was, when she said yes! I remember, when one time I asked one designer for making smaller bag for me and he wouldn't (and of course I understand it), but Klementyna made this new version special for me. And actually she made it really quick, because my backpack was ready after about a week and the result was much better as I though it would be. I think she is really talented, for me her projects are so fresh and it's cool, that she is so open for some ideas from customers.
But it's not the end! Now this backpack is also available in regular sale - it's really really nice for me, that Klementyna liked some of my ideas and I'm happy, that other people can also have this a w e s o m e backpack (but yeah, how cool it can be, if I were the only one on the world with this beautiful baby...). Anyway, if you also liked this one or maybe you are interested about her other projects - visit BABA's facebook page. And since Wednesday (14th of August) all her bags'll be available in SHOWROOM again, so you can buy them there (she wrote on facebook, that there will be some new projecst!).
/BABA torby znalazłam w sumie przypadkiem jakiś czas temu na facebooku (to już trochę irytujące, że wszystko znajduję przypadkiem, ale naprawdę tak jest) i bardzo spodobał mi się jeden z projektów, ale nie dość, że był workiem, to jeszcze czarnym, więc to było zupełnie nie to, czego szukałam. Jednak forma była bardzo ciekawa, więc postanowiłam zaryzykować i napisałam do projektantki BABA - Klementyny Margolis - czy mogłaby ów worek przerobić na plecak i uszyć go z białego skaju. Byłam naprawdę zaskoczona, kiedy odpisała, że tak, bo pamiętam gdy jakiś czas temu pytałam pewnego projektanta, czy mógłby uszyć jedną z toreb trochę mniejszą i nie zgodził się (i w sumie wcale mu się nie dziwię). A tu chodziło w zasadzie o stworzenie czegoś zupełnie nowego i Klementyna nie dość, że brzmiała dość entuzjastycznie, to jeszcze zrobiła to w nieco ponad tydzień a efekt przerósł moje oczekiwania. Właściwie, to plecak był dokładnie taki, jak chciałam, żeby był, a wcale tak dużo nie rozmawiałyśmy o jego wyglądzie (bo Klementyna napisała, żeby jej zaufać). W jej projektach jest coś świeżego i nowego, a ich prostota tylko to podkreśla. 
Ale, to nie koniec! Teraz ten plecak jest też dostępny w regularnej sprzedaży. To naprawdę strasznie miłe, że moje malutkie pomysły (bo w końcu czym jest doczepienie ramienia i zmiana koloru?) się spodobały i teraz też inni będą mogli mieć ten c u d o w n y plecak (chociaż ach, być jedyną na świecie z tym maleństwem...). Tak czy siak, jeśli podoba wam się ten model czy chcielibyście zobaczyć inne projekty (podobno niedługo jakieś nowości!) - koniecznie odwiedźcie fanpage BABA torby.

Thursday, August 8, 2013

BLK. blackwater


 
 Today I'll write only in polish, if you want to get some informations about BLK. check this site.
 /Na pewno co najmniej trochę ponad 1000 osób słyszało o BLK. - czarnej wodzie mineralnej (wniosek wyciągnięty z ich fanpage). Co z resztą: nie wiem, ale na nuż trafię do tej części odbiorców, która jeszcze nie słyszała?
Tak jak napisałam, BLK. to woda mineralna, która jest czarna. Jednak, jej czarność nie pochodzi z barwników, a z minerałów, których swoją drogą jest w niej ponad 60. Oprócz nich zawiera też elektrolity, ma zasadowe pH i jest bezkaloryczna. Po nalaniu do szklanki troszeczkę blaknie (naprawdę nieznacznie), ale w butelce jest jak najbardziej czarna. Brudzi ubrania, ale podobno łatwo się spiera (na szczęście udało mi się tego nie sprawdzić). Jeśli chodzi o smak - jak woda mineralna, jest tylko trochę "cięższa" (nie wiem jak inaczej mogę to nazwać; myślę, że to zasługa głównie węgla). 
Ale nie oszukujmy się, kto przejmuje się smakiem wody mineralnej? Design BLK. jest tak cudowny, że naprawdę ciężko jest mi wyrzucić pustą butelkę, a zazwyczaj nie bawię się w gromadzenie takich rzeczy. Wyłaniający się spod płynu napis to też świetny pomysł, zresztą dzięki niemu właśnie po wypiciu butelka nabiera charakteru i jest już nie tylko pustą butelką po wodzie, ale designerskim przedmiotem. Zresztą oddaje ona idealnie to, jaka jest BLK. - tajemnicza i intrygująca, prosta, ale inna, niby tylko woda mineralna, a tak innowacyjna.  
Co do dostępności - trzeba jeszcze trochę poczekać. Nie wiadomo jak długo dokładnie, nie wiadomo gdzie będzie można ją kupić, nie wiadomo też jaka będzie jej cena, ale podobno ma nie być bardzo wysoka, a z czasem będzie się jeszcze obniżać (tak przynajmniej przeczytałam kiedyś na ich profilu na facebooku, mogło się coś zmienić od tamtego czasu). Żeby być na bieżąco najlepiej śledzić fanpage BLK., a co bardziej dociekliwych odsyłam na ich stronę, na której prawdopodobnie znajdziecie odpowiedzi na wszystkie (a przynajmniej większość) pytania.

Tuesday, August 6, 2013

Sporty




t-shirt: Asos, shorts, cuff: h&m, bag: nina torbalewska, shoes: Reebok Classics

I know, I'm boring with those shoes and you can probably hate them, but I wore them daily, because they're really comfortable, so what should I do? But last week my jelly sandals were delivered, so it's possible, that I finally will start wearing another pair of shoes. As I wrote: maybe.
This is my usuall hairdo, to be honest - I hate long hair. I know, they look good (who cares), girly (who cares) and are destroyed (ok, I care). I really want to cut them but hm... to the 15mm? Yes,
millimeters, I'm right. But I have not enough courage to do it now.
/Tak, wiem, jestem już nudna z tymi butami ale noszę je codziennie, więc co mam zrobić? Pojawiła się nadzieja, że będę nosić inne, bo w zeszłym tygodniu w końcu przyszły buty, które zamówiłam, ale tak jak piszę: to tylko nadzieja.
Tak się zazwyczaj czeszę, bo dobra, czas się przyznać - nienawidzę długich włosów. Wiem: wyglądają dobrze (nie obchodzi mnie to), dziewczęco (tym bardziej mnie to nie obchodzi) i są zniszczone (to akurat obchodzi mnie bardzo). Naprawdę tak bardzo chciałabym je obciąć na hm... 15mm? I pewnie zrobiłabym to, ale chyba mam jednak trochę za mało odwagi.

Friday, August 2, 2013

Eighteen






Since now I'm an adult. Ok, it sounds a little bit strange. I said "I'm 18" before, but now I really am and actually I don't know what to think or something. I know, it's olny an age but since some years birthday is for me more than a day and gifts. It's a day for reflections, for thinking about what I did and what more would I do. I removed the post which I wrote at my seventeen birthday, but I remember, that I wrote, that I'm maybe just seventeen, but I know who I am and what I should and want to do. So this year I'll write same thing: I'm maybe just eighteen, but I know who I am and what I should and want to do. Some time ago (about a month I think) I changed just one thing in my life and after that I realised, how trapped I was. I had many
complexes, I didn't wear all of the things I wanted to, I didn't do things that make me happy... and in one day it all just disappeared. Now I'm sure I can say, that I'm really happy. I really belive that I'm on good way and I try to make everything what gives me pleasure as good as I can.
And now to the photo: I did it with little (ok, big) Gimp's help. I tried to make photo on which all those candles look good but it was impossible (or I just can't do this). I hope, that you forgive me this little
spoof. Have a nice day!
 /Jestem dorosła. Ok, brzmi to dziwnie, choć już od jakiegoś czasu mówiłam, że mam 18 lat. Ale teraz naprawdę mam 18 lat i nie wiem co mam myśleć. W zasadzie to tylko wiek, ale od kilku lat urodziny to dla mnie coś więcej niż tylko dzień i prezenty. Zawsze wtedy myślę o tym, co zrobiłam i co jeszcze mogłabym zrobić. Usunęłam post sprzed roku, ale pamiętam, że wtedy napisałam, że może mam tylko 17 lat, ale wiem kim jestem i co chcę i powinnam robić. W tym roku napiszę to samo: może mam tylko 18 lat, ale wiem kim jestem i co chcę i powinnam robić. Jakiś czas temu (miesiąc? może trochę więcej) zmieniłam w swoim życiu jedną rzecz i zrozumiałam, jak bardzo uwięziona byłam. Miałam mnóstwo kompleksów, nie nosiłam tego, co chciałam, nie robiłam tego, co sprawiało mi przyjemność... i nagle to wszystko znikło. W tej chwili czuję, że jestem naprawdę szczęśliwa i może brzmi to oklepanie, ale naprawdę jestem. Wierzę, że jestem na odpowiedniej drodze i staram się robić wszystko, co sprawia mi przyjemność najlepiej jak potrafię.
Co do zdjęcia: troszeczkę (ok, bardzo) pomogłam sobie Gimpem. Naprawdę starałam się zrobić ładne zdjęcie tym świeczkom, ale albo jest to niemożliwe, albo ja po prostu nie potrafię tego zrobić. No nic, mam nadzieję, że wybaczycie mi to małe szachrajstwo. Miłego dnia!

Monday, July 22, 2013

Crop top, leather skirt


top: thrifted + little sewing, leather skirt: asos (old one), shoes: Reebok Classics

Some weeks ago I made the best thrift in my whole life, I bought so many clothes for low (really, really low) prices. I hope I can show you all of them as soon as possible (ok, maybe not all, because I bought also a jacket and leather pants and - happily - the weather is not good for them).
I like those bare bellies - hello again, 90ies! I remember when I was in kindergarten and have a navy set - crop top and skirt (or shorts, I'm not sure) - and I really like wearing it, but at first I was very ashamed. Actually, now I'm ashamed too, but as some (about fourteen?) years ago I win with it and here I am with my bare belly!
/Kilka tygodni temu zrobiłam najlepsze zakupy mojego życia (dobra, po prostu tour po ciuchlandach) i kupiłam mnóstwo super rzeczy, które chciałabym wam pokazać. Może póki co nie wszystkie, bo wśród zakupów jest też płaszcz i skórzane spodnie, więc przy obecnych temperaturach mogłabym się co najmniej ugotować (w wersji bardziej drastycznej: spłonąć), ale i na te rzeczy przyjdzie kiedyś czas (taką mam przynajmniej nadzieję).
Lubię te gołe brzuchy, witajcie znowu, lata 90.! Pamiętam, kiedy będąc w przedszkolu miałam granatowy zestaw - krótki top i spódniczkę (lub spodenki, tu się waham) - i strasznie lubiłam go nosić, choć na początku bardzo się wstydziłam. Teraz w sumie miałam tak samo, ale tak jak kilkanaście (koło czternastu? jak ten czas leci!) lat temu udało mi się zwalczyć wstyd i teraz odważnie przemierzam świat z gołym brzuchem (brzmi to co najmniej, jakby był to jakiś oddzielny byt).