Showing posts with label OTHER. Show all posts
Showing posts with label OTHER. Show all posts

Thursday, April 24, 2014

Fashion Revolution Day

dress: borska


Today is an anniversary of Bangladesh's tragedy, when the Rana Plaza factory complex collapsed. I'm not sure if you remember, or even know about it, but here in Poland it was an important topic, because polish company LPP produced their clothes there. There were some protests, some ideas of boycott, but now, year after that tragedy, do we care as much as a year before? Time passes, we buy even more and how many of us actually care about the whole process of production clothes we wear?

So today Fashion Revolution makes an action "Who made your clothes?". It is excuse to ask producents of our clothes who made them - made, means not only sew together, but also who grew for example cotton for it - this is a question about the whole production process. Maybe actions like this one wouldn't bring as big results as we'd like to, but I think, that they're important simply for us. They make us (or even me) think little bit more about what we wear. I think, that this quote from Fashion Revolution site'll be the best explanation for what I mean: "Your clothes already tell a story about who you are. Now they can tell a better one.".

I'll answer the question "Who made this?" by myself. I'm wearing dress, which the polish designer borska made special for my ask. It was my prom dress, but I wanted to buy something versatile, what I can wear also later. I think, that it was enough elegant to wear it at the prom but at some time enough simple to wear it without any reason. And it was made from material like neoprene (which I realli like), but it's little bit softer. Isn't it cool to know, who made stuff you're wearing?

You can still join the "Who made your clothes?" action on instagram, facebook or twitter. You'll find all instructions at Fashion Revolution site (you can also read more about this action there) or in this animation.


/ Rok temu w Bangladeszu zawaliła się fabryka Plaza Factory. Nie wiem czy o tym pamiętacie (lub w ogóle o tym wiecie), ale była to dość głośna sprawa, bo okazało się, że swoje ubrania szył tak polski koncern LPP (dokładniej: w ruinach znaleziono metki Croppa). Były protesty, propozycje bojkotu, ale teraz, rok po tej - jakby nie patrzeć - tragedii, kto tak naprawdę o tym pamięta (zresztą wystarczy zerknąć na ten raport)? Czas mija, kupujemy coraz więcej i ilu z nas tak naprawdę przejmuje się całym procesem, w jakim  powstało ubranie, które nosi?

Dlatego dzisiaj Fashion Revolution organizuje akcję "Who made your clothes?" (czyli - w razie wątpliwości - "Kto wyprodukował twoje ubranie?"). Jest ona pretekstem do zapytania producentów ubrań, kto je robi - i "robi" nie oznacza tylko zszywania, ale też np tego, kto wyhodował bawełnę na materiał; właściwie pytanie dotyczy całego procesu produkcyjnego. Być może tego typu akcje nie przynoszą tak dużych rezultatów, jakie chcielibyśmy widzieć, ale uważam, że są ważne po prostu dla nas samych - konsumentów. Są okazją do zastanowienia się co naprawdę nosimy i ile osób uczestniczyło w produkcji tego. Właściwie najprostszym wytłumaczeniem tego, co konkretnie mam na myśli jest cytat ze strony Fashion Revolution: "Your clothes already tell a story about who you are. Now they can tell a better one.".

Ja na pytanie "Who made this?" odpowiem sama. Na zdjęciach mam na sobie sukienkę uszytą na moją prośbę przez borską. Zamawiałam ją przede wszystkim z myślą o studniówce, ale zależało mi na tym, żeby była uniwersalna. Moim zdaniem jest wystarczająco elegancka, żeby założyć ją na studniówkę właśnie, ale też wystarczająco prosta, żeby móc ją nosić bez okazji. I jest uszyta pianki (bardzo lubię ten materiał) - jest trochę jak neopren ale miększa, przez co dużo ładniej się układa i nie tworzy tych okropnych zagięć. Szczerze: czy to nie jest fajne wiedzieć, kto stworzył rzecz, którą nosisz?

Możecie cały czas dołączyć do akcji "Who made your clothes?" na instagramie, facebooku lub twitterze. Wszystkie instrukcje znajdziecie na stronie Fashion Revolution (jest tam też dużo ciekawych informacji, więc warto zajrzeć) albo w tej animacji.Ten link przeniesie was do polskiej podstrony projektu

Sunday, April 13, 2014

Blogging without writing? / What being blogger should be




For me, there are two types of bloggers, who deal with fashion - fashion bloggers and outfit bloggers. This division seems to be simple, it comes about if they write or only post photos. At least that’s what it seems like, because not everyone who writes can be a fashion blogger. But to understand this way of thinking, you need to know what fashion is for me and how it's connected with having a blog.

First, I think, that being interested in fashion is more than only striking poses in the front of a camera, reading colorful magazines and watching fashion shows. Of course, it is an important part (striking poses is optional). But I think, that if you want to speak your mind about fashion, first you have to have knowledge - be well-read, know something about sewing. I don't like (actually I hate) if someone boils fashion down only to clothes, because they're only the end result, which is usually preceded by a much more interesting process. That's why I'm bored with "young polish designers", who are - in a huge part - selling the same clothes: basics or with "super-cool-prints", which actually haven’t been cool for about a year. Sometimes I think that they just skip this process, and they get a chance to exist only because of "fashion for fashion" (which we had - or maybe still have? - here in Poland). And I'm really annoyed, that someone, who really can affect at what people wear gives them the same stuff, as they can get in chain stores. There are situations when I think, that polish young fashion is reproductive - happily not in each case, but in an enough big part to think so. 

When it comes about writing - since I can remember, having a blog was for me inseparably connected with writing. I have always though, that contents is the most important thing and I was always bored, when someone publish more than 5 photos of one look. You can show what you’re wearing in actually two photos (front and rear), so I think that 5 is really a maximum. Fashion (or even outfit) blogs shouldn't be about the blogger's beauty. Models are for posing, bloggers are for showing something more than beautiful face or clothes. Because there is one important thing, which I think not everyone remembers. Thanks to your beauty you can go far, but only through intelligence you can maintain this high position. 


/Dzielę blogerów zajmujących się modą na blogerów modowych i szafiarzy. Kryterium tego podziału wydaje się być proste – jest nim to czy piszą, czy tylko wstawiają zdjęcia. Wydaje się, bo nie każdy, kto pisze mieści się w pierwszej kategorii. Ale żeby zrozumieć moje myślenie trzeba wiedzieć, jak ja postrzegam interesowanie się modą, czym to w ogóle dla mnie jest i jak to się łączy z prowadzeniem bloga.

Przede wszystkim uważam, że interesować się to coś więcej niż wdzięczenie się do obiektywu, czytanie kolorowych gazetek i oglądanie pokazów. Oczywiście, to też (wdzięczenie się jest opcjonalne). Ale moim zdaniem, żeby wypowiadać się o modzie trzeba mieć przede wszystkim wiedzę - być oczytanym, znać choćby podstawy szycia. Nie lubię sprowadzania mody tylko do ubrań, bo tak naprawdę są tylko pewną jej częścią, efektem końcowym, który poprzedza (a przynajmniej powinien) często o wiele ciekawszy proces. To między innymi wpływa na moje znudzenie „młodymi polskimi projektantami”, którzy w większości sprzedają takie same ubrania o najprostszej konstrukcji albo z „super fajnymi nadrukami” na które – czego chyba niektórzy jeszcze nie zauważyli – boom skończył się około roku temu. U większości z nich brakuje właśnie tego procesu i w zasadzie gdyby nie „moda na modę” w ogóle by nie zaistnieli. Poza tym nic nie boli tak jak świadomość, że ktoś, kto rzeczywiście mógłby mieć wpływ na kreowanie stylu naprawdę wielu odbiorców woli serwować im to, do czego dostęp mają w sieciówkach. Czasem mam wrażenie, że ta „młoda polska moda” jest strasznie odtwórcza – na szczęście nie we wszystkich przypadkach, ale w wystarczająco wielu, żeby móc postawić taką tezę.
 
W kwestii samego pisania - od kiedy pamiętam, prowadzenie bloga było dla mnie nierozerwalnie połączone z tym właśnie. Zawsze uważałam, że to treść jest najważniejsza i zawsze nudziło mnie (zresztą nudzi nadal) gdy ktoś wstawiał w jednym poście więcej niż 5 zdjęć. To jak jest się ubranym można pokazać tak naprawdę na dwóch zdjęciach – od przodu i od tyłu. Nawet robiąc zbliżenia na detal w tych pięciu można się spokojnie zamknąć (no chyba, że ktoś jest obwieszony jak choinka). Blog modowy czy szafiarski nie powinien być moim zdaniem o urodzie blogera/blogerki, a  niestety coraz częściej jest. Od wdzięczenia się do obiektywu są moim zdaniem modelki, skoro prowadzi się bloga to powinno oznaczać, że chce się światu pokazać coś więcej niż swoją ładną buzię. Zwykle blogi, na których pojawiają się takie zdjęcia (więcej twarzy niż ubrań) mają jeszcze jedną charakterystyczną cechę – nie ma na nich tekstu, a jeśli już się pojawia, to nie da się go czytać. Ostatnio słyszałam, jak jakaś dziewczyna skomentowała błąd w czołówce Harper’s Bazaar: „To, że interesują się modą nie oznacza, że od razu muszą być literatami”. I choć powiedziała to w żarcie, to bardzo dobrze ukazała, jak jest postrzegane środowisko modowe pod względem pisania właśnie. Tak, nie muszą być literatami. Ale jeśli już chce się pisać, to powinno się chociaż umieć ułożyć poprawne zdanie, a to dla inteligentnego człowieka nie jest niczym trudnym. Jeśli jednak ktoś nie potrafi sprostać temu zadaniu to może po prostu powinien zastanowić się nad sensem dalszego prowadzenia bloga (tak, nawet szafiarskiego) albo zmianie zawodu? Blogów szafiarskich jest mnóstwo, ale wartościowych jest tak naprawdę niewiele z nich. Prawda jest taka, że dzięki wyglądowi można zajść daleko, ale tylko dzięki inteligencji można tę wysoką pozycję utrzymać. 


Do you remember about my facebook page?

Sunday, December 29, 2013

12hrs in Berlin / little guide



Hussein Chalayan x Puma backpack / Memorial to the Murdered Jews of Europe /
 Postdamer Platz / Friedrichstraße


It was only second time I were in Berlin, but I'm totally sure that it can be my place (and actually I hope so because of my love to german and susages). I knew where I would to go, because since my last visit I collecting random adresses. Even so just before trip I made big review (in polish, english and german) and I couldn't find any much recommendations. This is one of the reasons I decided to prepare my little Berlin guide. There is where you can go, if you have some hours to spend in the center of Berlin.

First: the thing, that you totally have to buy is daily ticket. It costs 6.70, is valid for every S- and U-bahn and you can buy it from the vending machine at the (every?) station. 

Charlottenburg-Wilmersdorf
We started our trip from Zoologischer Garten Bhf station and went to the Kaiser-Wilhelm-Gedächtniskirche (at Breitscheidplatz). I don't like visiting churches, but this one is really cool. And actually it's on the way to some shops, so why not? Then, after some meters, you'll get to the Kurfürstendamm street. You can find there lots of shops, but in my opinion the most interesting of them are &other stories (Kurfürstendamm 234), Urban Outfitters (Kurfürstendamm 19) and COS (Kurfürstendamm 217).

Tiergarten
Then you can go to see Postdamer Platz - my absolutely obsession favourite place. Next to it there are Sony Center (looks beautiful outside) and a piece of the Berlin Wall. You can also go to the Salvador Dali's Museum (Leipziger Platz 7) - we weren't there because of a little time, but next time it's my must. Going straight on the Ebertstraße, you'll get to the Memorial to the Murdered Jews of Europe, then to Brandenburg gate, and then, going this street, to Reichstag (Platz der Republik 1).

Mitte
When you go through Brandenburg gate, you'll be on Unten den Linden street, and after some meters there'll be crossing with Friedrichstraße. Here you must to decide, if you're going to left or right - we went to right. There are lots of shops, inter alia COS again (Friedrichstraße 86), some h&ms and Quartier 206 (Friedrichstraße 71). Going this way you'll get to the Checkpoint Charlie (former entrance to the American sector). Next to it we ate pizza in Sotto Sopra (Friedrichstraße209), but if you want to eat something more regional, you can go to the Checkpoint Curry 207 (Friedrichstraße 207) or buy a pretzel. Also near (about 100m?) from Checkpoint Charlie there is small but funny Currywurst Museum (Schützenstraße 70).
If you want to see also the second part of Friedrichstraße, you can go there with an U-bahn (U6, violet line, to the Friedrichstraße station). Next to the underground station there is Weekday (Friedrichstraße140) - absolutely the best shop from all where I've been this or previous time. Going down this street you can find also Lush (Friedrichstraße 96) and Gina Tricot (Friedrichstraße 94a) - I don't know what more, because we haven't got enough time to check it. If you decide to go up the street, you get to Spree.
From Friedrichstraße station you can go to the Alexanderplatz station. There you can see Fernsehturn (TV tower) and - what a suprise - Alexanderplatz. When you go Alexanderstraße and then Memhardstraße, you'll finally get to the Münzstraße and Neue Schönhauser Straße. There you can find American Apparel (Münzstraße 19), Monki (Münzstraße 20), Acne Studio (Münzstraße 23), Weekday (Neue Schönhauser Straße 17-18) and COS (Neue Schönhauser Straße 20) again and Made in Berlin (Neue Schönhauser Straße 21a) - the vintage store.

There are of course much more places, where it's good to go when you're in Berlin - this is only a little part of them including the "must see things" and some shopping places. But to be honest - 12 hours is really too little to see this amazing town. Anyway, I hope that it helps you during your trip (or makes you want to go there).



/Byłam w Berlinie dopiero po raz drugi, ale czuję, że naprawdę mogłabym tam zamieszkać (właściwie taką mam nadzieję, między innymi ze względu na miłość do niemieckiego i kiełbasy). Właściwie wiedziałam dokładnie gdzie chcę iść już dużo wcześniej, ale mimo tego tuż przed wyjazdem zrobiłam naprawdę duży przegląd (po polsku, angielsku i niemiecku) i  nie znalazłam znalazłam niewiele rekomendacji. Między innymi też dlatego zdecydowałam się zrobić swój mini przewodnik z miejscami, które warto odwiedzić jeśli ma się kilka godzin w centrum Berlina.

Przede wszystkim najważniejszą rzeczą w Berlinie (chyba, że uwielbia się chodzić) jest bilet dobowy. Kosztuje 6.70€, obejmuje wszystkie linie S- i U-bahnów i można go kupić w automacie na (prawie?) każdej stacji metra. Nie polecam jeżdżenia bez biletów, bo kary są naprawdę wysokie.

Charlottenburg-Wilmersdorf
Zaczęliśmy zwiedzanie ze stacji Zoologischer Garten Bhf i pierwszym miejscem, do którego poszliśmy był Kaiser-Wilhelm-Gedächtniskirche (na Breitscheidplatz). Nie lubię chodzić po kościołach, ale ten jest naprawdę super, poza tym jest po drodze do kilku sklepów, więc czemu nie? Tuż obok jest Kurfürstendamm. Jest tam naprawdę mnóstwo sklepów, najciekawsze moim zdaniem to &other stories (Kurfürstendamm 234), Urban Outfitters (Kurfürstendamm 19) i COS (Kurfürstendamm 217).

Tiergarten
Później warto zobaczyć Postdamer Platz - moją obsesję moje ulubione miejsce. Niedaleko niego jest Sony Center (wygląda pięknie z zewnątrz, wewnątrz nie byłam) i kawałek muru berlińskiego. W okolicy jest też muzeum Salvadora Dalego (Leipziger Platz 7) - nie zdążyliśmy co prawda tym razem tam wejść, ale następnym razem na pewno nie odpuszczę. Idąc prosto Ebertstraße dojdziecie do Pomnika Pomordowanych Żydów Europy, później do bramy brandenburskiej, aż ostatecznie do Reichstagu (Platz der Republik 1).

Mitte
Po prześciu przez bramę brandenburską będziecie na Unten den Linden, którą po kilkuset metrach przecina Friedrichstraße. Tu musicie zdecydować czy idziecie w prawo czy w lewo - my poszliśmy w prawo. Znajdziecie tam mnóstwo sklepów, między innymi znowu COS (Friedrichstraße 86), kilka h&mów i Quartier 206 (Friedrichstraße 71). Idąc tą drogą dojdziecie do Checkpoint Charlie (dawne wejście do sektora amerykańskiego). Tuż przy nim jedliśmy naprawdę smaczną pizzę w Sotto Sopra (Friedrichstraße209), ale jeśli wolicie coś bardziej regionalnego możecie kupić wursta w Checkpoint Curry 207 (Friedrichstraße 207) albo precla. Niedaleko jest też małe ale warte zobaczenia Currywurst Museum (Schützenstraße 70).
Jeśli chcecie zobaczyć też drugą część Friedrichstraße możecie tam podjechać metrem (U6, fioletowa linia, do stacji Friedrichstraße).Tuż przy wyjściu z podziemia jest Weekday (Friedrichstraße140) - absolutnie najlepszy sklep ze wszystkich w których byłam tym i poprzednim razem. Idąc w dół ulicy znajdziecie też Lush (Friedrichstraße 96) and Gina Tricot (Friedrichstraße 94a) - nie wiem co jeszcze, bo nie mieliśmy wystarczająco czasu, żeby przejść całą. Jeśli pójdziecie w górę, dojdziecie do Szprewy.
Ze stacji Friedrichstraße możecie dojechać na stację Alexanderplatz. Tam zobaczycie Fernsehturn (wieżę telewizyjną) i - co za niespodzianka - Alexanderplatz. Jeśli pójdziecie Alexanderstraße, a później Memhardstraße, dojdziecie w końcu do Münzstraße i Neue Schönhauser Straße. Warto tam zajść do American Apparel (Münzstraße 19), Monki (Münzstraße 20), Acne Studio (Münzstraße 23), Weekdaya (Neue Schönhauser Straße 17-18), COS (Neue Schönhauser Straße 20) i Made in Berlin (Neue Schönhauser Straße 21a) - sklepu vintage.

Oczywiście w Berlinie jest o wiele więcej miejsc, które warto zobaczyć - to tylko mała część z nich, zawierająca "rzeczy obowiązkowo do zobaczenia" i kilka sklepów. Ale bądźmy szczerzy, 12 godzin to zdecydowanie za mało żeby naprawdę zwiedzić to miasto. Tak czy siak, mam nadzieję, że ten przewodnik choć trochę wam się przyda, albo przynajmniej zachęci was do wyjazdu.

Monday, December 2, 2013

H&M Home


candle: h&m home


Since yesterday, we've got the first H&M Home store in Poland. Actually it isn't something exciting, but I think about one thing: why now? In the end of August this year it was 114 H&M stores in Poland (so we were 6th in Europe), I think that now this number is about 120. It's really interesting, why The H&M Group (so also COS) decided to do it. It might means, that there is a potential in Poland, what is also connected with poles' style and what makes me really happy. Because if this is the reason, it means, that we started to take little bit more care about quality (of course I'm talking about COS or H&M Trend). And maybe started to appreciate the power of good base? So now I'm/we're waiting for the rest of The H&m Group like Weekday, Cheap Monday and &other stories.

ps. Have you maybe got some recommendations about where should I go in Berlin?


/Od wczoraj mamy oficjalnie pierwszy H&M Home w Polsce (w CH Klif, w Warszawie). W zasadzie to nic ekscytującego, ale zastanawiam się: dlaczego właśnie teraz? Pod koniec sierpnia tego roku w Polsce było 114 H&M'ów (co oznacza, że byliśmy na 6. miejscu w Europie), teraz pewnie jest ich koło 120. Właściwie to naprawdę ciekawe dlaczego Grupa H&M (w której jest też m.in. COS) zdecydowała się to zrobić. Może to oznaczać, że w Polsce jest potencjał, co jest też powiązane w pewien sposób ze stylem polaków i co bardzo by mnie cieszyło. Bo jeśli to właśnie to jest powodem, może to świadczyć o tym, że zaczęliśmy trochę bardziej zwracać uwagę na jakość (mówię oczywiście o COSie i H&M Trend). A może w końcu uświadomiliśmy sobie znaczenie dobrej bazy? No nic, czekam/czekamy teraz na resztę Grupy H&M - Weekday, Cheap Monday i &other stories.

ps. Czy znacie może jakieś warte polecenia miejsca w Berlinie?


Tuesday, November 26, 2013

Filip Pągowski x UEG





Filip Pągowski x UEG

At first: sorry for this quality, I took those photos with a phone.

WHAT: Filip Pągowski's works exhibition
WHERE, WHEN: Mysia3, Warsaw, Poland, 21.11-27.11.13

ABOUT:  UEG is polish brand, established by Ania Kuczyńska (who leave the project in 2005) and Michał Łojewski (who now creates and run it). The name comes from italian "Usa e Getta" and in english means "Use and Throw Away". It's actually not an accident, because UEG's clothes are mainly made of Tyvek - the material looks like paper, which is biodegradable after some years - and also from really nice cotton (trust me, I touched it and it was hard to stop). This is a brand with visible concept and it has also its own manifesto (to see on their site under the tag "manifesto").
Filip Pągowski is "internationaly renown artist and graphic designer from Warsaw and NYC. Designed "Play" logo for Comme des Garcons fashion brand with whom he's been collaborating for the past 14 years, also known for projects with such brands as Li Ning, Milk X, Levi's Asia and work published in The New Yorker Magazine, as well as in The New York Times and Le Monde Newspapers."

The exhibition is accompanied the collaboration between UEG and Filip Pągowski, which effects you can check (and buy) here or stationary in the UEG flag store in Warsaw at Mysia3 or in Cracow at IDEA FIX.


/Na początku strasznie was przepraszam za traginczną jakość zdjęć, robiłam je telefonem a nie chciałam rezygnować z tego wpisu.

CO: Wystawa prac Filipa Pągowskiego
GDZIE, KIEDY: Mysia3, Warszawa, 21.11-27.11.13
O: UEG to polska marka, stworzona przez Anię Kuczyńską (odeszła z projektu w 2005) i Michała Łojewskiego (który teraz sam go prowadzi). Nazwa to skrót od włoskiego "Usa e Getta" co oznacza "Użyj i Wyrzuć". Nie jest zresztą przypadkowa, bo ubrania UEG zrobione są głównie z Tyveku - materiału, który wygląda jak papier i jest biodegradowalny - i z bardzo przyjemnej bawełny (poważnie, dotykałam jej ostatnio dzisiaj i zawsze strasznie mnie rozczula). To marka z jasno określonym celem, posiadająca nawet własny manifest (do przeczytania na ich stronie w zakładce "manifesto").
Filip Pągowski jest znanym na świecie artystą, który ukończył warszawską ASP i przez lata mieszkał i tworzył w Nowym Jorku. Od 14 lat współpracuje z Comme des Garcons, dla których zaprojektował m. in. logo linii "Play". Pracował też dla Li Ning, Milk X, Levi's Asia, a jego prace publikowane były w magazynie The New Yorker oraz The New York Times i Le Monde.

Wystawa towarzyszy kolaboracji UEG i Filipa Pągowskiego, której efekty możecie zobaczyć (i kupić) tu lub stacjonarnie w Warszawie na Mysiej3 i Krakowie w IDEA FIX.

Thursday, October 3, 2013

The beauty of classical music


I recommend: Fryderyk Chopin, Wolfgang Amadeus Mozart, Johann Sebastian Bach, Aram Chaczaturian


To be honest, I don’t really like listen to music. Or maybe otherwise: I don’t like listen to words. I hear many of them every day and sometimes I’ve had enough. Classical music is something like dyke. Usually without any words, but says lots of things. It isn’t any better soundtrack. More space and freedom gives only a silence. 

 /Szczerze, nie bardzo lubię słuchać muzyki. Albo może inaczej: słów. Słyszę ich dziennie wystarczająco dużo, czasem tyle, że mam zwyczajnie dosyć. Muzyka klasyczna jest taką tamą. Zwykle bez słów, ale mówi naprawdę dużo. Nie ma lepszego soundtracka. Więcej wolności i przestrzeni daje chyba tylko cisza. 

Saturday, September 7, 2013

Ania Kuczyńska's Orchid Dress


dress: Ania Kuczyńska

You know, I'm glad that I have it. Apparently Ania Kuczyńska is the one of polish fashion designers, which people can love or hate. She got her own style and for me all her collections looks really similar - I don't think, that it's something wrong. It's her conception and it's actually quite interesting. When it comes to my attitude to her fashion - I'm between. On the one hand I respect her consequence and I like her clothes' minimalistic forms, on the other hand - I don't think, that they're amazing or complex (if it comes to forms, the ideas are more extensive). But she's surely important for polish fashion.
This dress comes from collection Gold Dust Woman and I've read, that this collection is dedicated to Stevie Nicks (http://www.youtube.com/watch?v=Pp-dO8fN4_k). What is also characteristic for Ania Kuczyńska, is that her inspirations are not clear to see in clothes - there are just nuances, small details in form or material. And that's really awesome. In this dress I really like edges of neckline and sleeves - it's really interesting, little bit futuristic and looks like astronaut's costume. That's why I've got my own interpretation of this collection's name - maybe it's about universe and this gold dust is a metaphor of stars? Maybe that's why those edges looks so, the forms are baggy... But it's only my idea.
You can see the whole collection here. And also, if you're going to be in Warsaw until 9th September, there is September Sale in Ania Kuczyńska's boutique at Mokotowska 61 Street. And from 11th to 15th September in Museum of Modern Art, also in Warsaw, there'll be Cloudmine pop up shop (here is this event on facebook). There'll be much more polish designers - personally, I'm waiting to finally see Marios's clothes. If you have chance - check it!
/Wiecie co, cieszę się że kupiłam tą sukienkę. Podobno Ania Kuczyńska jest jednym z projektantów, których albo się kocha, albo nienawidzi. Ma swój własny styl, ale wszystkie jej kolekcje są według mnie takie same - nie uważam oczywiście, że to źle. To jej koncepcja i w zasadzie jest ona dość interesująca. Jeśli chodzi o moje podejście do mody tworzonej przez Anię Kuczyńską, to jestem pomiędzy. Z jednej strony szanuję jej konsekwencję i podobają mi się minimalistyczne formy jej ubrań, z drugiej - nie uważam, że są niesamowite albo bardzo skomplikowane (jeśli chodzi o samą formę, bo ideowo są jak najbardziej rozbudowane). Bez wątpienia jest jednak bardzo ważną postacią w polskiej modzie.
Ta sukienka pochodzi z kolekcji Gold Dust Woman. Przeczytałam u Zaczyńskiego, że dedykowana jest ona Stevie Nicks (http://www.youtube.com/watch?v=Pp-dO8fN4_k). Właśnie, jest jeszcze jedna charakterystyczna rzecz dotycząca Ani Kuczyńskiej - jej inspiracje zazwyczaj nie są oczywiste. To naprawdę fantastyczne, takie widoczne na pierwszy rzut oka inspiracje są moim zdaniem dość tandetne (to trochę jak w sztuce, fajnie jest móc się wysilić). W tej sukience moim zdaniem najciekawsze są wykończenia dekoltu i rękawów - trochę futurystyczne i przypominające strój astronauty. Zresztą ze względu na te skojarzenia, mam własną interpretację nazwy tej kolekcji ("gold dust" = "złoty pył") - może nawiązanie jest właśnie do kosmosu, a złoty pył jest metaforą gwiazd? To miałoby sens, zwłaszcza patrząc na te wykończenia (w kilku innych rzeczach z kolekcji się powtarzają) albo luźne fasony. Ale to tylko domysły, mogłam się dopuścić nadinterpretacji i zresztą pewnie to zrobiłam.
Całą kolekcję znajdziecie tu. Jeśli będziecie do 9 września w Warszawie, to warto przejść się do butiku Ani Kuczyńskiej na Mokotowskiej 61, bo trwa tam September Sale. A od 11 do 15 września w Muzeum Sztuki Nowoczesnej na Pańskiej (też w Warszawie) odbędzie się Cloudmine pop up shop (link do wydarzenia na facebooku) - oprócz Ani Kuczyńskiej będzie tam też wielu innych polskich projektantów. Osobiście najbardziej nie mogę się doczekać zobaczenia w końcu ubrań Marios, bo nigdzie w internecie nie mogę znaleźć ich sklepu, a zdjęcia lookbookowe to jednak nie to samo.

Sunday, August 25, 2013

Buying






.
.

Today only in polish, sorry.
/Są pewne nowe trendy w życiu codziennym, które społeczeństwo przyjmuje chętniej niż inne. Bluzy z nadrukami, sklepy "vintage" (bo do vintage im sporo brakuje), burgery, frytki belgijskie, t-shirty od młodych polskich projektantów z różnymi napisami - to wszystko było unikatowe do czasu podchwycenia pomysłu przez konkurencyjne firmy. Z jednej strony to zrozumiałe, każdy chciałby mieć w swojej ofercie coś, co się sprzedaje, z drugiej - czy nie lepiej byłoby wymyślić coś swojego i to wypromować? Pewnie sporą rolę odgrywa tu lenistwo i skłonność do eksploatacji jakiejś idei tak bardzo, jak tylko się da. To trochę jak z rolnictwem odłogowym - sprzedawcy starają się zgromadzić jak największy zysk, a potem wyjałowiony pomysł leży odłogiem i czeka, aż po raz kolejny ktoś na niego wpadnie.
Boom na sklepy "vintage" już się co prawda skończył (to znaczy: nie wyrastają jak grzyby po deszczu), ale to nie oznacza, że te, które podczas niego powstały zniknęły. W dodatku, wciąż cieszą się sporym zainteresowaniem. Można w nich znaleźć prawdziwe perełki albo rzeczy za bezcen, ale zdecydowana większość towaru to po prostu rzeczy wyszperane w ciuchlandzie, tylko kilka razy droższe. Być może koniec procesu powstawania niezliczonej ilości sklepów "vintage" nastąpił ze względu na pojawienie się konkurencji - sprzedawców indywidualnych. Na allegro są od dawna, ale wiecie, jak wiele grup typu "Sprzedam/Wymienię" jest na facebooku? Podobnie dużo jest tam stron z ubraniami na sprzedaż.
Wydaje mi się, że sprzedawanie ubrań jest w pewnym sensie kolejnym trendem, z tą różnicą, że podchwytywanie go przez coraz więcej osób jest zjawiskiem pozytywnym. Wyrzucanie niezniszczonych ubrań, których już się nie nosi jest bez sensu. W zasadzie można je oddać rodzinie, ale wydaje mi się, że jest pewien wiek, w którym ma się już własny styl, niekoniecznie taki sam jak starsza siostra, czyli te rzeczy i tak by leżały. A sprzedawanie, czy choćby wymienianie się, daje im drugie życie, przy okazji pozwalając byłemu właścicielowi na zdobycie czegoś, co będzie nosił. To moim zdaniem o wiele lepsze rozwiązanie, niż wyrzucanie, to jakby element obiegu ubrania - wtedy potwierdzałaby się teza, że nic w przyrodzie nie ginie. Leżąca na dnie szafy rzecz zdecydowanie jej przeczy. Teraz pomyślałam, że gdyby ten system "wskrzeszania" ubrań zaczął funkcjonować tak, że stałby się naturalną częścią procesu konsumpcji, to może poprawiłaby się jakość ubrań? Na pewno wzrosłaby wtedy też ich cena, ale z drugiej strony można by wtedy było zainwestować w jedną rzecz, skoro drugą kupiłoby się od kogoś taniej. Ale to raczej mało prawdopodobne, bo byłaby to śmierć dla przemysłu odzieżowego.
Ten wpis nie jest przypadkowy i nie chciałabym udawać, że jest inaczej. Oczywiście wszystko co napisałam to właśnie to, co myślę, bo sama kupuję bardzo dużo od innych ludzi lub w ciuchlandach (naprawdę, prawie nie chodzę do sklepów). I sama sprzedaję swoje ubrania - to właśnie motor tego tekstu, bo dziś zaczęłam wyprzedaż, a bardzo zależy mi na pozbyciu się jak największej ilości rzeczy, bo jest ich więcej niż tych, które noszę i strasznie mnie to przytłacza. Jeśli bylibyście zainteresowani - wszystko, co sprzedaję znajdziecie tu. Zapraszam też do dyskusji na temat pierwszej części tekstu - może macie jakieś swoje przemyślenia na ten temat?

Thursday, August 8, 2013

BLK. blackwater


 
 Today I'll write only in polish, if you want to get some informations about BLK. check this site.
 /Na pewno co najmniej trochę ponad 1000 osób słyszało o BLK. - czarnej wodzie mineralnej (wniosek wyciągnięty z ich fanpage). Co z resztą: nie wiem, ale na nuż trafię do tej części odbiorców, która jeszcze nie słyszała?
Tak jak napisałam, BLK. to woda mineralna, która jest czarna. Jednak, jej czarność nie pochodzi z barwników, a z minerałów, których swoją drogą jest w niej ponad 60. Oprócz nich zawiera też elektrolity, ma zasadowe pH i jest bezkaloryczna. Po nalaniu do szklanki troszeczkę blaknie (naprawdę nieznacznie), ale w butelce jest jak najbardziej czarna. Brudzi ubrania, ale podobno łatwo się spiera (na szczęście udało mi się tego nie sprawdzić). Jeśli chodzi o smak - jak woda mineralna, jest tylko trochę "cięższa" (nie wiem jak inaczej mogę to nazwać; myślę, że to zasługa głównie węgla). 
Ale nie oszukujmy się, kto przejmuje się smakiem wody mineralnej? Design BLK. jest tak cudowny, że naprawdę ciężko jest mi wyrzucić pustą butelkę, a zazwyczaj nie bawię się w gromadzenie takich rzeczy. Wyłaniający się spod płynu napis to też świetny pomysł, zresztą dzięki niemu właśnie po wypiciu butelka nabiera charakteru i jest już nie tylko pustą butelką po wodzie, ale designerskim przedmiotem. Zresztą oddaje ona idealnie to, jaka jest BLK. - tajemnicza i intrygująca, prosta, ale inna, niby tylko woda mineralna, a tak innowacyjna.  
Co do dostępności - trzeba jeszcze trochę poczekać. Nie wiadomo jak długo dokładnie, nie wiadomo gdzie będzie można ją kupić, nie wiadomo też jaka będzie jej cena, ale podobno ma nie być bardzo wysoka, a z czasem będzie się jeszcze obniżać (tak przynajmniej przeczytałam kiedyś na ich profilu na facebooku, mogło się coś zmienić od tamtego czasu). Żeby być na bieżąco najlepiej śledzić fanpage BLK., a co bardziej dociekliwych odsyłam na ich stronę, na której prawdopodobnie znajdziecie odpowiedzi na wszystkie (a przynajmniej większość) pytania.

Friday, August 2, 2013

Eighteen






Since now I'm an adult. Ok, it sounds a little bit strange. I said "I'm 18" before, but now I really am and actually I don't know what to think or something. I know, it's olny an age but since some years birthday is for me more than a day and gifts. It's a day for reflections, for thinking about what I did and what more would I do. I removed the post which I wrote at my seventeen birthday, but I remember, that I wrote, that I'm maybe just seventeen, but I know who I am and what I should and want to do. So this year I'll write same thing: I'm maybe just eighteen, but I know who I am and what I should and want to do. Some time ago (about a month I think) I changed just one thing in my life and after that I realised, how trapped I was. I had many
complexes, I didn't wear all of the things I wanted to, I didn't do things that make me happy... and in one day it all just disappeared. Now I'm sure I can say, that I'm really happy. I really belive that I'm on good way and I try to make everything what gives me pleasure as good as I can.
And now to the photo: I did it with little (ok, big) Gimp's help. I tried to make photo on which all those candles look good but it was impossible (or I just can't do this). I hope, that you forgive me this little
spoof. Have a nice day!
 /Jestem dorosła. Ok, brzmi to dziwnie, choć już od jakiegoś czasu mówiłam, że mam 18 lat. Ale teraz naprawdę mam 18 lat i nie wiem co mam myśleć. W zasadzie to tylko wiek, ale od kilku lat urodziny to dla mnie coś więcej niż tylko dzień i prezenty. Zawsze wtedy myślę o tym, co zrobiłam i co jeszcze mogłabym zrobić. Usunęłam post sprzed roku, ale pamiętam, że wtedy napisałam, że może mam tylko 17 lat, ale wiem kim jestem i co chcę i powinnam robić. W tym roku napiszę to samo: może mam tylko 18 lat, ale wiem kim jestem i co chcę i powinnam robić. Jakiś czas temu (miesiąc? może trochę więcej) zmieniłam w swoim życiu jedną rzecz i zrozumiałam, jak bardzo uwięziona byłam. Miałam mnóstwo kompleksów, nie nosiłam tego, co chciałam, nie robiłam tego, co sprawiało mi przyjemność... i nagle to wszystko znikło. W tej chwili czuję, że jestem naprawdę szczęśliwa i może brzmi to oklepanie, ale naprawdę jestem. Wierzę, że jestem na odpowiedniej drodze i staram się robić wszystko, co sprawia mi przyjemność najlepiej jak potrafię.
Co do zdjęcia: troszeczkę (ok, bardzo) pomogłam sobie Gimpem. Naprawdę starałam się zrobić ładne zdjęcie tym świeczkom, ale albo jest to niemożliwe, albo ja po prostu nie potrafię tego zrobić. No nic, mam nadzieję, że wybaczycie mi to małe szachrajstwo. Miłego dnia!

Friday, November 9, 2012

Favourite magazines




 I really, really love books, but what about it when I read too slow and don't have enought time for it (ok, maybe I have but I'm too unorganized). So I hope that one day I can write a post about my favourite books. I mean about fashion, because except it I read almost only cookbooks and guides (I can't do anything with it, I love reading all these advices). But now about magazines.
/Uwielbiam książki, ale co z tego, skoro mam na nie za mało czasu (ok, mam mnóstwo czasu tylko jestem beznadziejnie zorganizowana) i do tego od niepamiętnych czasów czytam strasznie wolno. Mimo to mam nadzieje, że kiedyś uda mi się zrobić post o książkach. Oczywiście mam na myśli te o tematyce modowej, bo oprócz nich czytam właściwie jeszcze tylko książki kucharskie i poradniki (to beznadziejne, ale tak strasznie kocham poradniki!). Ale tymczasem o gazetach.

COS Magazine
What a suprise, you can find it in COS, but you can also read it here (I prefer paper version, it looks many better). Like COS clothes, magazine is really elegant and minimalistic. It was made from paper, what is not popular when it comes to shop's magazines and there are no commercials inside.. The largest part are interviews and photo shoots, but also some short texts. It's quarterly, available only in English.
/Co za niespodzianka, możecie go dostać tylko w COS, ale jeśli nie macie takiej możliwości, zawsze możecie przeczytać go na stronie internetowej (ja preferuję wersję papierową i jeśli będziecie mieli okazję ją dostać, to ja bym nie rezygnowała). Tak samo jak ubrania, magazyn jest bardzo elegancki i minimalistyczny (swoją drogą to ostatnio bardzo popularne słowo na blogach, szkoda że nie zawsze zgodne z prawdą). Jest drukowany na normalnym papierze, co nie jest zbyt popularne jeśli chodzi o gazety z sieciówek. W środku nie ma też żadnych reklam. Największą część stanowią wywiady i sesje zdjęciowe (właściwie to zazwyczaj jest jedna naprawdę duża), ale jest też kilka krótkich tekstów. Dostępny tylko po angielsku, wychodzi co sezon.

Viva! Moda
It's my favourite fashion magazine. And it really must be something more, because when I found 15 archive issues I bought them (so now I've got collection from autumn 2008). What I like are their texts - they're really good and long enought (I write about it because I love words, so how long are texts and how many information they include is important for me). But my absolutely favourite thing is part "TRENDS". There are photos from catwalk - not just clothes (and not just for women!), also bags, shoes, accesories, make up and hair. It's quarterly, available only in Polish.
/Zdecydowanie moja ulubiona gazeta o tematyce modowej. I naprawdę musi coś w tym być, skoro gdy znalazłam 15 archiwalnych numerów zastanawiałam się nad ich kupnem tylko przez chwilę i w rezultacie mam kolekcję numerów od jesieni 2008 (oczywiście jeszcze nie przeczytaną, jakżeby inaczej). Pokochałam Vivę! Moda zwłaszcza za teksty - nie tylko te długie (choć co numer jest jeden artykuł tej samej autorki, podczas którego czytania zawsze zastanawiam się, czy na pewno dobrze wybrała zawód - na szczęście ma tylko pół strony). Oprócz tego jednego tekstu wszystkie są na wysokim poziomie, przepełnione informacjami i zawsze wręcz je pochłaniam. Jednak moim ulubionym działem są "TRENDY". Są tam zdjęcia z pokazów przedstawiające najważniejsze tendencje na najbliższy sezon - nie tylko ubrania (i nie tylko damskie!), ale także torebki, buty, akcesoria, makijaż i fryzury. I oczywiście świetne sesje zdjęciowe - stylizacje właściwie zawsze są nienaganne. Kwartalnik, dostępny tylko po polsku, 12 PLN.

(SLOW
Update 19.01.14: Since like half a year I've got some problems with (SLOW) - I paid for new issue and didn't get it, and I'm not the only one who has got situation like that. So if you want to buy it - ONLY in shops, not via internet./Od prawie pół roku mam problem ze (SLOW) - zapłaciłam za numer i do tej pory go nie dostałam i w dodatku nie jestem jedyną osobą, która jest w takiej sytuacji (możecie poczytać komentarze na ich fanpage). Jeśli mimo tego chcielibyście kiedyś kupić jakiś numer - TYLKO stacjonarnie.
The best magazine I've ever read. It's just 4th issue, and every next is better than previous. Journalism at the highest level. They write about design, food, fashion, everyday life, emotion, culture, family and they promote polish people with talents. Every text is perfect (ok, 1st issue was the worst, so when I write 'every' I mean since 2nd issue). Every photo shoot is beautiful (and this is I think first polish magazine where in photo shoots are only clothes from polish designers). And they first purpose is to promote slow life, to think about more than money, to really live your life. I don't know what more can I say, this is absolutely amazing and you supose to be jeaouls, that it isn't international. It's monthly, available only in Polish.
/Najlepszy magazyn jaki kiedykolwiek miałam w rękach. To dopiero czwarty numer, a każdy następny jest coraz lepszy. W sztywnej okładce, drukowany na grubym papierze, praktycznie pozbawiony reklam - a jeśli już są to zawsze na temat (pod tym względem zawiódł mnie tylko numer trzeci, w którym po wewnętrznej stronie okładki była reklama garniturów - zazwyczaj jest tam wstępniak, na szczęście to tylko jeden taki przypadek). To dziennikarstwo na najwyższym poziomie. Każdy tekst jest dopracowany, zagłębia się w temat. Piszą o designie, kuchni, modzie, życiu codziennym (czasem o kontrowersjach), emocjach, kulturze, relacjach rodzinnych ale przede wszystkim promują to, co rodzime. W dziale free:zone drukowane są prace nie zawsze młodych, ale zdolnych, co numer jest też organizowana akcja (SLOW) kupuje zdjęcia - drukowane jest nie tylko te zwycięskie, ale także kilka wyróżnionych prac (w tym numerze także zdjęcie mnie z moim kotem, jako numer 4 jeśli ktoś byłby zainteresowany - no nie mogłam się nie pochwalić). W dodatku to chyba jedyna polska gazeta (nie dam sobie niczego uciąć ale tak mi się wydaje), która w sesjach zdjęciowych używa wyłącznie ubrań od polskich projektantów. Idea (SLOW) jest przedstawiona już na okładce: "Szkoda czasu na pośpiech. Magazyn ludzi świadomych." - i rzeczywiście o tym właśnie jest. O świadomym przeżywaniu swojego życia, o tym, że less is more, że warto zwolnić. Miesięcznik, dostępny tylko po polsku, 15PLN (biorąc pod uwagę ilość i jakość artykułów ta cena jest śmieszna).

LABEL. ADDICTED TO DESIGN.
Here I've got a problem. This magazine is almost only about desing and art and it isn't my piece of cake so I can't write that there are enought information. Until now there are only two issues, so I thint that if somebody is interested in design can buy it and try. In my opinion there are too much short information which actually don't contain information. But interviews and longer texts are really good and photo shoots are really interesting (awesome outfits and many clothes are made by polish designers). This magazine isn't for me, but I think that it's good to try it. It's quarterly, every texts are in Polish and English, 20PLN.
/Tu mam problem. Magazyn jest właściwie całkowicie o designie i trochę o sztuce, a to nie jest coś czym jakoś szczególnie się interesuję więc nie umiem określić jaki jest pod względem merytorycznym. Według mnie za dużo tam depesz, ale teksty i wywiady są ciekawe i dobrze napisane. Sesje zdjęciowe są całkiem interesujące pod względem stylizacji (użyte jest w nich sporo ubrań od polskich projektantów), bardzo podoba mi się też ogólny wygląd gazety - jest bardzo przejrzysty. Niedawno wyszedł dopiero drugi numer Label, więc myślę, że jeśli ktoś interesuje się designem i kulturą ogólnie to warto spróbować. Kwartalnik, wszystkie teksty są po polsku i angielsku, 20PLN.

 If you want to know something more about this magazines - feel free to ask me.
/Jeśli chcielibyście dowiedzieć się czegoś jeszcze o tych magazynach - pytajcie.

Sunday, January 1, 2012

This is the beginning

I think, that it's a good time to start my blog. I've had this address for such a long time, so I think, that finally I should write something here. So, we'll see how it's going to be.
/Skoro już specjalnie czekałam do nowego roku, żeby zacząć tego bloga, to myślę, że powinnam tu coś napisać. Tym bardziej, że mam ten adres od ponad pół roku. Mam nadzieję, że starczy mi wytrwałości. Zobaczymy.